Temat o wielu obliczach.

Przez te ostatnie lata mieliśmy przyjemność, ale i nieprzyjemności w kontaktach z bracią myśliwych. Ogólniki niewiele wnoszą, kilka przykładów z kniei wziętych.


Udałem  się z Guciem zapalić świeczki na cmentarz jeńców z pierwszej wojenny światowej  w dzień zaduszny. Cmentarz jest bardzo rozległy już mocno pozarastany w samym  środku lasu.  Gucio wytropił  dzika i osaczył . Dzik jednak ruszył - Gucio w gon. Po kilku minutach  strzał - Gucia nie słyszę. Biegnę w to miejsce i spotykam dwóch myśliwych. Robią karczemną awanturę, że kundla nie pilnuję. Ironizując, że nie do dzika powinien jeden z nich strzelać a zabić kundla. Gucio pojawia się - przywołuje i widzę, że w pysku ma szczecinę. Na koniec proszą niech pana  cocker spaniel odnajdzie tego dzika.


Na polowaniu komercyjnym dochodzimy postrzałka patroszymy , dowozimy na pokot. Myśliwy, który go strzelał wcześniej zapowiedział, że bierze go na użytek własny - jedyna jego sztuka. Naganka  wyjmują go z mego jeepa a Gustaw nie chcąc oddać swojej własności uczepia mu się na karku.Jest już  sporo po sygnale koniec polowania . Komercyjny ''myśliwy ''  podbiega i kopie Gucia. Odczekałem  poprosiłem kopiącego na bok. Wypłaciłem nie z liścia  , zapytałem - czy wie, za co - wiedział.


Myśliwy z samopowtarzalnym kulowym - towarzyszy mi przy dochodzeniu dzika. W kępie samosiewu Gustaw stanowi - stoimy pod wiatr i czekamy aż nam wyjedzie. Nadmienię uprzedzałem strzelca, że tylko ja oddaję strzał łaski. Dzik rusza, ale od nas - Gustaw mu prawie jedzie na chwoście a tu za ucha 2 strzały. Trzeci strzał był - nie z liścia

Uwaga .

Nie publikujcie tekstów /  zdjęć z pracy przy odszukanej zwierzynie z wizerunkiem osób trzecich możliwych do zidentyfikowania przez osoby postronne bez ich  zgody .Mam setki zdjęć ujęć filmowych przy postrzelonej zwierzynie gdzie zachowania Gucia mogą być przydatne szkolącemu posokowca ale będą  budzić kontrowersję to  ich tu nie zamieszczam .



Jako myśliwy nie będący wcześniej przewodnikiem posokowca .


Nigdy nie dostrzegłem tego zjawiska. Koledzy myśliwi traktują dochodzenie postrzałka jako dyshonor. Nawet we własnym kole spotkałem się z prośbą - nikomu nie opowiadaj, że musieliśmy tyle tego dzika byka szukać.


Jestem nawet wstanie zrozumieć ze wstydu ukrywanie  i nie tylko;
Doszliśmy lochę w lipcu, byka obustronnie koronnego w pierwszej klasie wieku czy fakt, że sztuka odnaleziona już się zaparzyła.
Zastanawia mnie jedynie w takich kryteriach etyczno  moralnych, kiedy to jest większy dyshonor dla myśliwego. Czy przypadkiem nie fakt oddania strzału jest minimalna farba, ale nie leży -  zwinąć majdan i wpisać pudło?


Pytajcie nawet czy możecie zrobić zdjęcia samemu zwierzakowi , którego doszliście. To kolejne chore zjawisko, bo może uwiecznicie byka akurat nie o takim  porożu jak na wycenie  . To ja ? -  jestem małpa, co przed lustrem miny stroi, ale pasja przewodnika posokowca odkrywa mi dziwne oblicza łowiectwa.


W zdecydowanej większości przypadków czekają was te najprzyjemniejsze chwile.
W większości w finale tym z odnalezieniem - spotkacie się z wielką radością strzelca, jego wylewnością i zadość uczynieniem.


Chcę wszystkich przestrzec nie liczcie na dobre słowo od dewizowców czy też naszych komercyjnych .Do tej  grupy jestem wrogo nastawiony . Oni uważają, że wszystko jest zapłacone a ten frajer z długim otokiem to zwyczajny cieć .
 
Choć i są przykłady -  jak ostatnio z radości Francuz po odnalezieniu trudnego postrzału byka nawet  – ''molestowania seksualnego Gucia ''.

Ale gdy już o finansach.

Praca z posokowcem to nie interes dochodowy. Zastrzegam nie jestem antysemitą. Gdyby był dochodowy to przewodnikami posokowców byli by sami Żydzi , a posokowce obrzezane.


Podpowiem kolejny i kolejny raz ...

Prowadzicie szczegółowe notatki z każdej pracy tej gdzie doszliście a jeszcze bardziej szczegółowe gdzie nie doszliście. Okaże się po czasie, że to skarbnica wiedzy.


Zanim o samej pracy na tropie wiele zdań wstępu. 


Z dziewięciu miesięcznym Guciem udałem się rankiem na miejsce zestrzału postrzelonego dzika. Jadąc drogą polną wzdłuż lasu wyprzedziliśmy spacerującego  staruszka.


Gdy byliśmy już gotowi do tropienia za plecami usłyszałem ‘’Hubert Gelobt’’ odpowiedziałem pochwalony. A następnie pięknom  śląską gwarą - ''oooooooo szejne szejne bawarisze hunt ''.


Spędziliśmy razem czas do po południa .
Jego opowieści jak został wcielony do wermachtu jak został przewodnikiem psa który wyznaczał przejścia w polach minowych. Odkryłem że mam do czynienia z praktykiem z krwi i kości.


W Tułowicach gdzie znajduje się siedziba mojego koła do dziś jest zamek i zameczek .Człowiek ten okazał się być swego czasu rezydentem mniejszego zameczku.Mniejszy zameczek był używany jako myśliwski i tam też była psiarnia .

61066242jpg

Rozmówca okazał się przedwojennym  przedwojennym  ''sanitärreiniger'' w obecnym rozumieniu przewodnik psów tropiących postrzałki. Od niego dowiedziałem się jak wielką rolę dla właścicieli wtedy kompleksów leśnych Niemodlińsko / Pruszkowskich było - że nic się nie może zmarnować.


Gdy kończono polowanie zarządca - podkładającym psy wypłacał stosowną premię . Następnego dnia on  z ojcem ruszał z psami szkolonymi do poszukiwania postrzałków . Za każdego odnalezionego dostawali trzykrotnie tyle co podkładacze dnia poprzedniego.

mqdefaultjpg

Gdy ruszyliśmy z Guciem po tropie staruszek aktywnie włączył się w nasze dzieło. To on zaraz wytknął mi, że tak się nie robi – na trop z posokowcem rusza się na dwa razy. Zestrzał 50 m i wracamy, na zestrzał. Oczywiście pytałem, po co to robimy. Nie potrafił tego wyjaśnić kwitując, bo tak się to robi.


Pokazał mi numer z zabieraniem z miejsca zestrzału materiału zapachowego.
To ten staruszek opowiadał też o odwietrze śmierci. O bardzo wielu drobiazgach przed zestrzałem na zestrzale na tropie.

 


z22262751VDzik-w-Parku-Narodowym--Ujscie-Warty-jpg


Kilka zdań o tych drobiazgach.

Uważam, że zbyt często wyciągamy pochopne wnioski z pracy naszego posokowca. Dziś mam jakieś  podstawy teoretyczne. Słowo klucz to feromony – by zrozumieć pracę, posokowca na tropie warto zadać sobie pytanie, co to za zapachy i skąd pochodzą . Albo  jak się one rozchodzą jak odbiera je posokowiec na tropie i czy są  pochodną jego zachowania.


Zapach postrzałka to ½ walca przylegający płaską częścią do ziemi.Widząc ewidentny trop możliwe że  odkryjemy , że jego tropiciel posokowiec podąża obok. Odległość może być spora. Może się tak dziać, gdy bardzo  silnie wiał wiatr w poprzek tropu i  całoą substancję zapachową  przewiał  w bok od tropu.


Chaotyczna praca przy niskich temperaturach. Bo te najbardziej lotne i łatwe do rozszyfrowania przez nos posokowca ulegają zamrożeniu a ciężkie gromadzą się w formie skupionych baloników to raz po jednej to po drugiej stronie tropu.


Podobnie się ma, gdy panują wysokie temperatury -  wtedy lotne zapachy wyparowują a jedynie te ciężkie zapachy eteryczne  wiążą się z wilgocią tworząc  baloniki zapachowe gdzieś z boku .


Nasz tropiciel podnosi kufę na tropie  - przyczyną  jest np. duży spadek ciśnienia atmosferycznego w przedziale od postrzału do tropienia. Odpowiedz znowu banalnie prosta te lotne zapachy unoszą się do góry – podobnie jak z zapachem fekaliów, gdy spada ciśnienie, wydostają się z szamba.


Opad deszczu zmywa z roślin i przytłacza do ziemi zapachy, możecie się spotkać, że wasz posokowiec będzie wracał po tropie tu ta ½ cylindra zapachowego jest poprzerywana nie dziwcie się że będzie to kolejne sprawdzanie.


Większość z powyżej wymienionych opisów to tak zwane  łysiny tropowe gdzie pozbawione podłoża roślinnego zapachy nie mają się do czego ''przylepić '' .Najlepszym podłożem dla posokowca to podłoże borówkowe, trawy – wszystko to, do czego te feromony zapachowe  mogą się przykleić. To z tego wcisku pozostawionego na tropie  nie koniecznie z samej farby zapachy się rozprzestrzeniają .

Podpowiedz praktyczna

Przyjechaliście po sporym czasie na trop postrzałka jest mróz widzicie zamarzniętą na kość farbę. Weźcie ją w dłonie niech się rozpuści razem za śniegiem .Pokapcie nią po tropie dajcie ten materiał nawąchać posokowcowi. Podobnie latem farba zeschnięta ta sama metoda trochę wody i mamy konsystencje płynną. Nie znam podobnego określenia Polskiego , ale Niemcy nazywają to ''nasenimpfung'' - nosa szczepienie.

 

13-DSC03758JPG

Chłonąłem tę  wiedzę przekazywaną przez sędziwego pana ,przyjmując jako pewnik zupełnie nie rozumiejąc wtedy uzasadnienia.


Dzika odszukaliśmy po 600 m, ale wiedzę, jaką mi sprzedał to jakby pakiet doświadczeń na 30 km. Pewnie czytający dojdzie do wniosku, że z mojej strony to mitologizowanie. Dziś ten dzień odbieram jako jego testament, bo dwa tygodnie po tym dniu prowadził już swego posoka pod na pewno życzliwym okiem św. Huberta. Pomyśleć, że taki kawał tropiącej historii żył pod bokiem jako emerytowany robotnik leśny. Gdyby nie traf on na spacerze i my - to nieoceniony bagaż wiedzy i doświadczenia zabrałby z sobą nie przekazując innym.

 

Jestem przekonany, że to, co się dzieje wokół nas to zbiór przypadków w pewnym sensie przez nas prowokowanych. Udałem się do punktu przetwarzania ubitej dziczyzny celem zakupu materiału szkoleniowego dla Gucia. Traf chciał, że poznałem dwóch Bawarczyków.


Jeden z nich jest zawodowcem i szkoli posokowce. Okazało się jednak, że wiedzę, jaką posiada zazdrośnie zostawia sobie. Przy bliższym poznaniu, gdy i ja popisałem się, że coś tam wiem więcej dzięki staruszkowi, lody puściły.


Znalazła się literatura fachowa i ludzie z dziedziny psiej i co też istotne zwierząt łownych - genetyki. Przytoczę coś, co każdy z nas jest w stanie odszukać w internecie. Pominę byka, bo ten to jest szczególnie w okresie rykowiska mistrzem od fajerwerków zapachowych. Lub dzika odyńca w czasie huczki gdzie nos człowieka wyczuwa, z kim mamy do czynienia na wiele metrów.



O sarnie z Internetu.

Sarny mają następujące gruczoły zapachowe:

1) między racicami tylnych cewek znajduje się ujście gruczołów; wydzielająca się z nich ciecz pozostawia w śladach zapach umożliwiający innym zwierzętom rozpoznanie drogi przejścia; kozioł za pomocą tych wydzielin gruczołów, kopiąc cewkami na granicy ostoi, zostawia swój zapach jako ostrzeżenie dla innych kozłów;

2) po zewnętrznej stronie stawu skokowego tylnych cewek, pod pękiem dłuższych włosów, znajduje się goła plama, zgrubienie skóry, w której są liczne gruczoły zapachowe. Wydzielina tych gruczołów pozostawia ślad zapachowy na wyższych roślinach i gałązkach krzaków, o które otarła się sarna w czasie przejścia; 3) kozioł ma ponadto gruczoły zapachowe i łojowe w skórze pod plamą czołową, których wydzielina na wiosnę i w lecie intensywnie pokrywa wełnisty włos plamy czołowej, a nią kozioł zostawia ślad przy wycieraniu parostków, biciu głową o drzewka i gałęzie przed i w czasie rui aż do jesieni, kiedy w ten sposób kilka razy dziennie oznacza granice swojej ostoi. W jesieni i w zimie gruczoły te znacznie ograniczają wydzielanie substancji.


Zapach cieczy jest indywidualny dla każdej sarny i dlatego zwierzęta po zapachu mogą się rozróżnić, a także dobry pies myśliwski potrafi iść za wybranym śladem, nawet w wypadku krzyżowania się śladów.


Co przewodnik posokowca winien wiedzieć z takiego pakietu ogólników?.


Posłużę się dość brutalnym przykładem, ale oddającym to, co się dzieje w naturze. Człowiek skazany na śmierć przez rozstrzelanie i wszystkie inne sposoby - dorobku naszej cywilizacji wydziela zaraz po - bardzo intensywny zapach,np. moczy się.


Znane jest pewnie z literatury określenie  – śmierdzi trupem. Identycznie jest u zwierząt w przypadku strzału do niego - jego układ nerwowy zostaje porażony energią pocisku. Tym samym stabilność utrzymywania zapachów gwałtownie się rozregulowuje – następuje erupcja poza organizm.

 

Spotkacie się w gronie ,''wyjadaczy przewodników ''z opowieścią, że ze sposobu pracy ich posokowca są w stanie odczytać czy zwierz jest do dojścia czy to tylko niegroźni postrzał. I jest to prawdą, ilość i intensywność zapachu nazwana odwiatrem śmierci będzie diametralnie różna, przy strzale śmiertelnym i przy obcierce.

 

W ułamku sekundy po postrzale nie tylko  do farby zwierzaka postrzelonego przekazywana jest impuls. Który nasz posokowiec potrafi przetworzyć do przypisania tej a nie innej sztuce zapachu - odwiatru osobniczego / odwiatru śmierci.


Dziś to wiem, dlaczego na dwa razy zaczynać . Bo na samym, zestrzale i te kilkanaście  metrów  dalej na tropie .To miejsce gdzie każdy postrzałek niezależnie od płci ma '' orgazm zapachowy''.


To miejsce gdzie te CD – uszy posokowca '' się napromieniowują''. To miejsce gdzie pole elektromagnetyczne pozostawione przez postrzałka odbierane wibrysami jest najaktywniejsze.


Ale i to rejon po wskazaniu przez posokowca kierunku ucieczki zwierza szczególnego naszego zainteresowania i zbierania informacji. Dla posokowca to bułka z masełkiem. Dla przewodnika wiedza - z czym tę bułkę posokowiec je.





15-DSC03756JPG

Jak na tropie?

Gucia po komendzie nos prowadzę na luźnym otoku. Łatwo napisać gorzej wykonać. Są sytuacje, gdy podejmujemy pracę zaraz po postrzale. Jednak zawsze staram się odwlec to w czasie na ile się da. Prawdą jest, że początek dobrego czasu dla naszej pary to minimum 12 godzin.


Ale jeśli potrzeba chwili nakaże pracę przed tym przedziałem czasowym. To w momencie, gdy Gustaw przejawia nadmierną zapalczywość na tropie po prostu przerywam. Pamiętając by miejsce przerwy było nadal na tym tropie. Siadam na pieńku i staram się go wyciszyć. Dalej dając mu możliwość na wąchania tropu postrzałka. Na długość otoku i go ściągam spokojnie do siebie. Niejednokrotnie trwa to i ½ godziny do skutku aż się uspokoi.


Gdy ponownie ruszymy a Gucio jak i zapewne wszystkie posoki im dłużej trop biegnie to posok się bardziej nakręca. Ponownie stop i do skutku. Bez sensownym staje się tropienie, gdy ręce mdleją od utrzymywania go w ryzach.


Ważnym jest nauka posokowca reakcji na gwizdek. Są miejsca gdzie puszczam otok, bo nie mogę się przebić przez zarośla, ale pies winien się znajdować pod naszą kontrolą wzrokową. Specyficzny dla szkolącego gwizd i posok stoi czeka na przewodnika by przewodnik mógł ponownie podjąć otok.


Złomowanie Kniei

Stosuję czerwoną taśmę malarską samoprzylepną. Takie tasiemki przylepiam na tropie na wysokości oczu. Stosuję to przylepianie w miejscach, gdy Gustaw zmienia gwałtownie kierunek jak i na tropie gdzie odnajduję farbę. Ale nie oblepiajmy lasu jak choinki. Bo w naszej kulturze i tradycji łowieckiej możemy stosować złomy informacyjne, nazywane też odłomami informacyjnymi, to system umownych znaków, jakie pozostawia myśliwy, lub przewodnik psa, w trakcie poszukiwania postrzałka, czyli rannej zwierzyny.


W praktyce - są to małe gałęzie, ułożone na ziemi, lub wbite w ziemię. Układanie znaków informacyjnych na trasie ucieczki postrzałka, zwane złomowaniem kniei, oznacza drogę uchodzenia rannego zwierza i zwiększa szanse na jego podniesienie, czyli odszukanie. Zdarza się, że poszukiwania z jakichś powodów trzeba przerwać - np. zmierzch, konieczność zorganizowania pomocników poszukiwań, wyjazd po psa itp. Po wznowieniu poszukiwań dochodzenie postrzałka rozpoczynamy, dzięki odpowiedniemu oznakowaniu trasy, dokładnie w miejscu, w którym je przerwaliśmy. Złomowanie kniei zmniejsza przy tym trudności poszukiwawcze, wynikające z zamazania śladów i tropów przez deszcz czy rosę.

Łoże


Łoże, które odnajdziecie na prostym odcinku tropu to najczęściej miejsce odpoczynku a nie miejsce ostatecznego spoczynku postrzałka. Ale gdy przed łożem wasz posok zaczyna kluczyć w prawo lewo to oznaka, że tropiony przez was zwierz ma zapisane już coś u Huberta. Ogląd łoża decyduje - puszczamy w gon czy nie. Jest tam wiele informacji prostych - przypatrzcie się dotknijcie tego miejsca ręką oceńcie ciepłotę.


 Lenistwem przewodnika 


Dobrze, że to pojedyncze przypadki. Bezzasadnego bezmyślnego puszczania posokowca samodzielnie do poszukiwania postrzałka. Będąc jesienią na rubieżach zachodnich dowiedziałem się, że nieopodal odbywa się polowanie komercyjne. A że i zareklamowano posokowca i przewodnika przez kolegę leśnika postanowiłem się tam wybrać zupełnie incognito. Nie zamierzam się tu pastwić . Co ja widzę posokowiec z GPS - Germin na karku na zestrzał i jedyne co - to komenda cytuję; ''zapierdalaj do roboty''.


Palę głupa że ja to tak tu na grzyby a może na ryby a spotykam takiego super przewodnika co na lwy by. I dowiaduję się od tego mena .

astro-in-handjpg

Oj panie kiedyś to się za psem ganiało dziś wszystko technika załatwia widzisz pan tu taki monitorek -  i ja wszystko wiem co i jak. Siedzę cygaretka kawka i czekam – no wiracha że cho cho . A i słucham i słucham nie pytam bo potok peanów nad techniką trwa z pokazem i omówieniem co na monitorze . Oczywiście nie wytrzymałem ciekawość ciekawość . A ile to ta super technika znalazła postrzałków . No średnio to nawet do 10 rocznie no  -''karwa  zawodowiec''.


Sam tego nie doświadczyłem bazuję na wiedzy mi przekazanej Polsko, Słowacko Czesko ,Niemieckiej. Ten styl wykorzystania posokowca do pracy za postrzałkiem manieruje psa . Staje się bardziej ''tropowcem gończym'' a w swoim finale prowadzi z racji cech genetycznych do typowego ostrego dzikarza . Finał jest do przewidzenia. Pozostanę na pewno przy tradycyjnym sposobie - na otoku do pewnego sprawdzonego że - to to gorące łoże.

 



Reakcja zwierzyny na strzał..,      


Myśliwym znany jest fakt, że zwierzyna trafiona przez pocisk zwykła zaznaczać to w określony sposób. Dzięki temu, na podstawie odruchów i zachowania się zwierzyny po strzale, z relacji strzelającego możemy ocenić, czy był on celny oraz w jakie miejsce ugodził. Kilka najbardziej typowych sposobów zaznaczania strzału przez zwierzynę przedstawiają rysunki 1 i 2  



Rys.1. Zaznaczenie strzału przez jelenia
        a - po strzale komorowym  b - po strzale na miękkie   c - po strzale na nerki   



Rys.2. Zaznaczenie strzału przez sarnę
        a - po strzale komorowym  b - po strzale na miękkie        

c - po strzale na łopatkę lub przednie cewki   d - po strzale na miękkie

 

Przed wyruszeniem na poszukiwanie grubego zwierza dobrze jest zapoznać się z budową anatomiczną głównych gatunków zwierzyny grubej. Mając bowiem utrwalone w pamięci położenie najważniejszych narządów wewnętrznych i ukształtowanie kośćca jelenia , sarny lub dzika, łatwiej jest wytypować prawdopodobne miejsce trafienia na podstawie zebranego materiału na zestrzale .


Na rysunkach 3,4 i 5 przedstawione są sylwetki trzech najpospolitszych u nas gatunków zwierzyny grubej. Zaznaczono na nich te miejsca, które rażone przez pocisk wywołują różny odruch u danego osobnika.

 

Rys.3. Sylwetka jelenia z zaznaczeniem miejsc, gdzie możliwe jest trafienie pocisku.            

a - strzał w kręgosłup  b - strzał na wysoką komorę (płuca) c - strzał na niską komorę (serce) d - strzał na spóźnioną komorę (wątroba) e - strzał na puste 
f - strzał na miękkie  g - strzał przez nerki  h - strzał w badyl   i - strzał przez mięśnie (postrzał)   j - strzał w tchawicę lub przełyk  k - strzał w poroże  
l - strzał w szczękę lub żuchwę

 

Rys.4 Sylwetka sarny z zaznaczeniem miejsc, gdzie możliwe jest trafienie pocisku.

  a - strzał w kręgosłup  b - strzał w szczękę lub żuchwę  c - strzał na wysoką komorę (płuca)  d - strzał na niską komorę (serce)  e - strzał na spóźnioną komorę (wątroba)   f - strzał na puste   g - strzał na miękkie  h - strzał przez nerki 
i - strzał w cewkę  j - postrzał przez mięśnie  k - strzał przez tchawicę lub przełyk  l - strzał w poroże.


Rys.5.Sylwetka dzika z zaznaczeniem miejsc, gdzie możliwe jest trafienie pocisku. 

a - strzał w kręgosłup b - strzał w gwizd, szczękę lub żuchwę  c - strzał na wysoką komorę (płuca) d - strzał na niską komorę (serce)  e - strzał na spóźnioną komorę (wątroba)  f - strzał na puste  g - strzał na miękkie  h - strzał przez nerki  i - strzał w bieg  j - strzał przez mięśnie k - strzał w łeb



Podstawa rzemiosła łowieckiego .
2018061jpg

Umiejętność poszukiwania postrzałka można zaliczyć do podstaw rzemiosła łowieckiego jednak zanim weźmiemy otok do ręki a  jego koniec będzie dekorował doskonale wyszkolony posokowiec  warto zweryfikować własną wiedze i już posiadane umiejętności w tropieniu zwierząt.


Powinniśmy umieć zauważyć każdy ślad przez nią zostawiony, by móc ocenić nie tylko gatunek tropionego przez nas przedstawiciela fauny, ale także jego wiek, płeć, wielkość oraz czynność, którą w miejscu pozostawienia śladów wykonywał. A więc na początek każde oko (niestety mamy tylko dwoje) powinno być wyczulone na każdy szczegół, wpatrzone we wszystko dokoła. Racice wielu gatunków zwierząt kopytnych są bardzo podobne.


Dokładne rozpoznanie tropów wymaga więc dobrej znajomości budowy i wielkości racic poszczególnych ssaków.  Ja skupie się na tropach dwóch podstawowych gatunków które w naszych łowiskach będziemy najczęściej poszukiwać dzik i jeleń  .

Trop dzika

Kształtem przypomina trop jelenia. Główna różnica polega na wyraźnym odbiciu szpil. Odbicie szpil jelenia w galopie łatwo odróżnić od odbicia szpil dzika, u dzika bowiem szpile są szeroko rozstawione, dłuższe i ostre.


Odciski kończyn dzika, niezależnie od podłoża i szybkości ruchu, są bardzo charakterystyczne ze względu na ślad palców szczątkowych (raciczek lub szpil. Raciczki dzika, w przeciwieństwie do innych zwierząt kopytnych, są stosunkowo duże i znajdują się nisko na kończynie. Ponadto kształt szpil i ich odcisków jest półksiężycowaty, a racice są zawsze otwarte (przypominają literę V). Racica wewnętrzna jest zwykle krótsza od zewnętrznej, co również często widać na tropie. Ślady szpil znajdują się za odciskami opuszek palcowych i przesunięte są lekko na boki. Kształt jednego odcisku podobny jest do trapezu . Tropy małych dzików najczęściej mają słabo widoczne ślady szpil, które są jeszcze zbyt małe.


dzik20sC582ownikjpg

Wielkość odcisków kończyn dzika zależy od jego wieku i płci. Samce (odyńce) są większe i cięższe od samic (loch). Odcisk dojrzałych dzików ma ok. 5-8 cm długości i 4-6 cm szerokości, młodszych - 3-4,5 cm długości i 2,5-4 cm szerokości. Rozróżnienie płci na podstawie wyglądu tropów jest niemożliwe. Można natomiast po wielkości poszczególnych odcisków z dużym przybliżeniem określić wiek zwierzęcia. Ponadto racice młodych dzików są ostrzejsze niż u starszych .


Dzik porusza się różnymi sposobami: stępa, galopem, kłusem, a nawet skokami. Długość kroku młodego zwierzęcia w wolnym chodzie wynosi 40-60 cm, starszych dzików zwiększa się do 50-80 cm. Rozstaw tropów dojrzałych samców ma 10-20 cm, młodych samców - 5-10 cm, a samic - 10-15 cm.


W kłusie i stępie tropy składają się z podwójnych odcisków: odcisk kończyny tylnej częściowo zachodzi na odcisk przedniej, a jej szpile trafia ją tuż za odcisk kończyny przedniej . Lewe i prawe odciski są ułożone po przeciwnych stronach środkowej linii tropów. Tropy dzika w galopie lub skokach charakteryzują się pojedynczym ułożeniem odcisków poszczególnych kończyn. Kończyny tylne zwierzę stawia lekko skośnie przed śladami przednich. Odciski kończyn przednich znajdują się mniej więcej na środkowej linii tropów, tylne natomiast układają się nieregularnie po obu stronach linii, jeden zwykłe jest lekko wysunięty przed drugi .


Tropy lochy - przewodniczki stada (watahy) - zaznaczone na głębokim śniegu są bardzo charakterystyczne. Brzuchem rysuje ona głęboką bruzdę, po której później przesuwają się pozostałe zwierzęta.



Trop jelenia:

Trop jelenia wskazuje na wielkość sztuki, płeć i szybkość poruszania się. Wolno ciągnący jeleń stawia tylne racice na śladach przednich tak, że prawie je pokrywa. Niektóre sztuki stawiają tylne racice przed lub za przednimi, co może stanowić przesłankę do indywidualizacji jelenia.


Długość kroku spokojnie ciągnącego starszego byka wynosi 65-85 cm, a łani 50-55 cm. Długość tropu byka wynosi 7-10 cm, a szerokość 6-8 cm. Zakończenie odcisków racic jest zaokrąglone. Z wiekiem tropy byka stają się coraz bardziej okrągłe i większe. Racice młodego byka ściśle do siebie przylegają.


Trop łani różni się od tropu byka tym, że jej racice są węższe, zakończone szpiczasto i są nieco rozchylone. O wielkości jelenia mówi także odstęp tropów lewych i prawych: im jeleń starszy i cięższy, tym rozstaw badyli, a więc i odstęp coraz większy - u starego byka - wynosi on ok. 16 cm, u starej łani 6 cm.


jelen_slownikjpg

Płeć jelenia można rozpoznać także po kształcie i wielkości odchodów. Bobki byka są z jednej strony szpiczaste, z drugiej wklęsłe, natomiast łani - z jednej strony szpiczaste, z drugiej prosto zakończone. 


Zarówno ptaki, jak i ssaki zamieszkujące dane terytorium zaznaczają swoją obecność różnego rodzaju śladami. Podczas wypraw w teren zazwyczaj zauważamy liczne ptaki, rzadziej natomiast spotykamy przedstawicieli ssaków. Jest to spowodowane tym, że większa część ptaków prowadzi dzienny tryb życia i zdradza swoją obecność śpiewem i innymi odgłosami.


Ssaki natomiast są najczęściej aktywne w nocy, a dni spędzają w starannie wybranych kryjówkach. W dzień widujemy zazwyczaj ssaki w biegu (głównie sarny i zające), które zostały wypłoszone ze swych kryjówek. Rozpoznanie gatunku może nastąpić po zaobserwowaniu kryjówek zwierząt (nory, jamy, gniazda itp.), a także po znakach pozostawionych na roślinach, drzewach, owocach oraz po odchodach.


Ważnymi wskazówkami mogą być ponadto pióra, sierść, padlina i resztki pozostawionego pokarmu. Wnikliwy obserwator, będąc w lesie zauważy tropy i inne ślady. Umiejętność czytania ich daje nam możliwość pogłębienia wiedzy o zwyczajach zwierząt.


Ścieżki, po których poruszają się zwierzęta nie są dobrowolnie wybierane. Droga jeden raz utorowana, która prowadzi, na przykład do źródeł pożywienia lub wody, jest zazwyczaj regularnie używana. Jest to informacja dla nas bardzo ważna. Jeżeli znajdziemy ścieżkę prowadzącą w kierunku wody, a na tej ścieżce będą się znajdowały ślady saren, możemy być niemal pewni, że dzisiejszego wieczora albo nazajutrz rano pojawią się tu właściciele śladów.


Gdy już wytropiliśmy zwierza i skutecznie zasadziliśmy się na niego kilka wskazówek i zasad postepowania, gdy myśliwemu w wyniku różnych zbiegów okoliczności przyjdzie bez psa poszukiwać zwierzynę grubą. Jest to o tyle ważne, że jako przyszli przewodnicy posokowców możecie oczekiwać odpowiedzi od strzelającego na takie tematy.


To zaczynamy ;

 Przed oddaniem strzału powinniśmy starać się zapamiętać jakiś szczegół znajdujący się w bezpośredniej bliskości zwierzyny np. grube drzewo, pojedynczy krzak, złamaną gałąź, pniak itp. Po oddaniu strzału należy koniecznie sprawdzić jego rezultat. Postępujemy tak zawsze, nawet wtedy, gdy jesteśmy przekonani, że spudłowaliśmy, albowiem zwierzyna często nie zaznacza strzału lub reaguje nań w sposób nietypowy. Jeżeli nadarza się okazja staramy się natychmiast dostrzelić postrzałka, który uchodzi lub próbuje wstać.


W tym celu można podbiec kilka kroków, aby wyrobić sobie dogodniejsze pozycje do strzału. Zawsze staramy się zapamiętać reakcje zwierzyny na strzał oraz kierunek jej ucieczki. Zaleca się, aby możliwie zaraz po strzale zaznaczyć miejsce, z którego strzał był oddany oraz kierunek tego strzału. Bezpośrednio po strzale oraz podczas późniejszych poszukiwań należy zachowywać się możliwie najciszej.


Poszukiwania rozpoczynamy od sprawdzenia czy nasza broń jest nabita. Podczas tropienia broń musi być zabezpieczona. Tropiąc należy poruszać się w taki sposób, aby nie zacierać pozostawionych przez postrzałka tropów. Przed rozpoczęciem poszukiwań (dla umożliwienia postrzałkowi zalegnięcia), zaleca się odczekać pewien okres czasu. Jego długość zależy od aktualnej sytuacji.


Jeżeli przy poszukiwaniu postrzałka bieżę udział kilku myśliwych, to dla bezpieczeństwa należy wcześniej ustalić, który z nich będzie bezpośrednio podchodził do odnalezionego postrzałka. Gdy po strzale zwierzę nie padło w ogniu, a nasze próby dostrzelenia go w czasie ucieczki zakończyły się niepowodzeniem, najrozsądniej jest wrócić na miejsce, z którego był oddany strzał.


Tu, za świeżej pamięci, starannie zaznaczamy to miejsce i kierunek strzału. Pomoże nam to później w zlokalizowaniu zestrzału. Przy poszukiwaniu postrzałka pośpiech nie jest wskazany. Ceni się natomiast rozwagę i spokój. Dlatego dobrze jest usiąść i starać się ochłonąć po przeżytych emocjach.


W tym czasie postrzałek zalegnie i miejmy nadzieję, dojdzie. My natomiast możemy jeszcze raz w spokoju, dokładnie przeanalizować całe zdarzenie pod kątem poszukiwania. Należy pamiętać, że ostateczna decyzję co do sposobu poszukiwania podejmuje się po zestrzale, po zebraniu jak największej ilości informacji. Zanim udamy się na zestrzał, powinniśmy sprawdzisz, czy broń jest nabita. Broń powinna być koniecznie zabezpieczona, ponieważ idąc po nierównościach, przez krzaki itp. łatwo może być wypadek. W lesie zaleca się zdjąć lunetę, gdyż przy jej użyciu trudno uchwycić ruchomy cel, gdy zachodzi konieczność oddania szybkiego strzału.


Idąc na zestrzał kierujemy się wcześniej zapamiętanym "szczegółem". Podczas marszu broń należy mieć w pogotowiu (nieść w rękach). Poruszać należy się jak najciszej, ponieważ hałas może zbyt wcześnie podnieść postrzałka, który nam  nie da szansy na oddania strzału. Utracimy w ten sposób- kto wie-może jedyna szansę dostrzelenia go. Zasada cichego poruszania obowiązuje do końca poszukiwań.


Na zestrzale szukamy:


Wcisków, ścinki, farby, mogą znajdować się tam kawałeczki mięśni i kości.  - wciskami nazywamy wgłębienia pozostawione przez racice zwierzęcia, w miejscu, gdzie ono stało w momencie, gdy ugodził je pocisk.  - ścinka to kawałeczek sierści obciętej przez płaszcz pocisku.


Łatwo ja zauważyć i odnaleźć na tzw. białej stopie, znacznie trudniej na stopie czarnej. Ponieważ wiadomo, że sierść z różnych partii sukni różni się wyglądem, po ścince można wnioskować, w które miejsce zwierzę zostało trafione pociskiem.  farba, fragmenty kości i mięśni są źródłem informacji o miejscu trafienia postrzałka.


Po zebraniu informacji na zestrzale (koniecznie miejsce zestrzału zaznaczamy złomem) i na początkowym odcinku tropu uchodzącego postrzałka, podejmujemy decyzję odnośnie poszukiwań. Przede wszystkim należy zdecydować, kiedy powinno się je rozpocząć. I tak w zależności od przypuszczalnego rodzaju postrzału, pory roku, pory dnia i warunków atmosferycznych, poszukiwanie należy podjąć bezzwłocznie lub rozpocząć je dopiero po kilku godzinach.   


Tropienie postrzałka bez pomocy psa nie jest łatwą sprawą. Od tropiącego wymaga się dobrej spostrzegawczości, pewnego doświadczenia i przede wszystkim ogromnej cierpliwości. Tropić należy powoli, konsekwentnie zwracając uwaga na każdy szczegół np. kropelkę farby, poruszony kamyk, zagłębienie w ziemi, załamaną gałązkę, zgniecione łodygi roślin, pozostawioną na korze drzew lub gałęziach sierść itp.


Najtrudniej jest tropić postrzałka na czarnej stopie, szczególnie gdy on słabo farbuje. Z tak trudnego zadania wywiązują się jedynie wytrawni myśliwi, którzy opanowali sztukę tropienia do perfekcji. Potrafią oni, kierując się nieuchwytnymi dla oka innych szczegółami, utrzymać troppo bez farby przez wiele dziesiątek metrów.   


Podczas tropienia zaleca się iść obok tropu, aby go nie zacierać. Dzięki temu łatwiej jest nam, w razie konieczności, ponownie go odszukać. Bardzo pomocne jest zaznaczanie miejsca, gdzie znaleziono ostatnia farbę lub ostatni trop. Można to czynić na różny sposób np. przez wbicie w ziemie gałęzi oraz położenia koło niej drugiej, która okorowanym białym końcem powinna wskazywać kierunek tropu. W ten sposób, w razie zgubienia tropu łatwo do niego nawiązać.


Nie bez znaczenia dla tropiącego jest znajomość sposobu zachowania się sfarbowanego zwierza. Inne jest zachowanie zwierzyny czarnej a inne płowej. Na przykład tropiąc sfarbowanego dzika należy liczyć się z możliwością jego szarży. Dzik zalegając kładzie się zwykle gwizdem w kierunku tropu wejściowego i w ten sposób, przeważnie w ukryciu, oczekuje na swego prześladowcę. Agresywność poszczególnych osobników jest ich cechą indywidualną. Szczególnie niebezpieczne mogą być silne wycinki i młode odyńce. Dziki stare, mające doświadczenie wyniesione z wcześniejszych kontaktów z człowiekiem, są zwykle ostrożniejsze i rzadziej szarżują.


W przeciwieństwie do dzików zwierzyna płowa ratuje się przed człowiekiem ucieczka. Podchodząc jednak do postrzelonego zwierzęcia pamiętajmy jednak, że jego parostki lub wieniec mogą okazać się bardzo niebezpieczne. Ciężko ranne zwierzę, w miarę upływu czasu uchodzi coraz wolniej, zaciąga trop, często przystaje i przeważnie zalega w niewielkiej odległości od zestrzału.


Natomiast gdy postrzał jest lżejszy, zwierzę uchodzi daleko, często kluczy, po pewnym czasie przestaje farbować lub farbuje z przerwami itp. Postrzałki trzymają się zwykle głównych przesmyków. W górach pogrążają głównie w dół lub po warstwicy. Napotykając przeszkody obchodzą je, kierując się najchętniej w dół niż w górę. Uchodzą w kierunku trudno dostępnych młodników i zapustów, w których się zaszywają.


Mając gorączkę chętnie dążą w kierunku wody (potoków, rzek, bagien). Osobnik postrzelony w chmarze lub watasze, w pierwszej chwili ucieczki podąża za nią. Wkrótce jednak, nie nadążając, odłącza się, co powinno być wskazówka dla tropiącego. Wyjątkiem od tej zasady są osobniki młode, które podążają za matka, póki starcza im sił. Postrzałki zwierzyny płowej wykonują charakterystyczną pętlę, powracając niemal na trop wyjściowy.  


Gdy już mamy ten otok z posokowcem na jego końcu.

17jpg

Jednym z najtrudniejszych momentów dla każdego przewodnika to decyzja o przerwaniu poszukiwania. Często przyczyną jest brak potwierdzenia, że nasz posokowiec prowadzi poprawnie. Jednak zbyt często wracamy do miejsca, gdzie to potwierdzenie mieliśmy.


Jako jedynie ciekawostkę doczytamy w literaturze obcojęzycznej opiszę , że pracę posokowca w uproszczonym tłumaczeniu dzieli się na   dwa sposoby. spawacza i punktowce. Spawacz po przypięciu się do tropu opuszcza kufę utrzymuje ją na jednej wysokości od podłoża skręca nią w prawo w lewo. Punktowiec to praca jak wydziobywanie ziarenek przez kurę. Głowa nisko jak u spawacza, ale tu ruch kufą jest góra dół jakby jeszcze wyszukiwał zapachu w zagłębieniach terenu.


Zajmujący się zawodowo szkoleniem posokowców nie artykułują, że któryś z nich jest bardziej skuteczny. Kładą to na karb uwarunkowań dziedziczonych po przodkach. Przypisuje się to nazewnictwo również sposobowi wciągania zapachów na tropie.


Spawacz to taki który pracuje na długim wdechu. Punktowiec to pies szybko wykonujący jeden po drugim cykle wciągania zapachów. Gdy jako przewodnicy oprócz widzenia pracy naszego posokowca nauczymy się go słuchać wejdziemy na wyższy poziom wiedzy o poprawności jego pracy. 


Doświadczeni przewodnicy  posługując się  żargonem  będą w waszej obecności operować tymi pojęciami '' przyspawał się do tropu - punktuje trop''. Gucio to typowy spawacz pracuje na bardzo długim wdechu z głośną przeponą nosowa i z klasycznym dla niego furczeniem fafli. 


By potrafić rozszyfrować sposób pracy własnego psa nie mogą być to oceny i wnioski z samego początku tropu. Tam każdy posokowiec pompuje jak najęty. Stąd między innymi konieczność podejmowania pracy na dwa razy, powrót na zestrzał. Dać czas na wytonowanie posoczyc emocji.


Gdy wielokrotnie będziecie pracować na tropie bardzo łatwo odczytacie   uchem – tak to już ten właściwy sposób na przewąchiwanie tropu naszego pupila. Podążając tym właściwym tropem osobniczym i to nawet  kilka kilometrów odgłos jego pracy będzie niezmienny. Gdy usłyszycie wyraźną zmianę w sposobie zaciąganego powietrza to nieomylny sygnał, że coś jest nie tak – dopiero wtedy zdecydujcie się na powrót do miejsca, gdzie mieliście 100% pewność poprawności pracy.


Tego typu niuanse mogą wydać się wręcz absurdalne. Mnie osobiście w pracy z Guciem okazały się w kilku przypadkach rękojmią naszego wspólnego sukcesu. Zgodnie z zasada bokserską nie ma odpornych pięściarzy na ciosy tylko są źle trafieni i tak samo jest z postrzałkami. Tym źle trafionym ''postrzałkom '' ludzie zafundowali posokowca. Ci sami ludzie z pozornych drobiazgów jego pracy mają antidotum na skrócenie cierpienia lub niezmarnowania tuszy.


Przybliżę kilka zachowań postrzałka w oparciu o własne doświadczenia w zależności od terenu w jakim się on przemieszcza.

Jelenie wybierają wysoki las, gdy na ich drodze ujścia napotykają gęsty młodnik postępują dwoma sposobami. Wchodzą w młodnik a w nim będą długo kluczyć wykonując pętelki zwroty. Osobiście z naszych doświadczeń było i tak że młodnik po dłuższej chwili wyglądał jak choinka, bo tu trop znaczę wstążeczkami. Jednak w nim nie zalegają. Tak sobie wydedukowałem, że to ich metoda by potencjalnego tropiącego wyprowadzić w pole, gdzie są naprawdę.

1504886787_pxqupf_fb_plusjpg

Drugi wariant przed takim młodnikiem częściej robią stop i zawsze będzie to trop powrotny, moja interpretacja.  Traktują młodnik jak ścianę i odbijają się od niej. Bardzo chętnie wchodzą w stawy z woda i to nawet głęboką. Widzieliśmy byka, który stał na środku stawu zanurzony po kark, łanie w środku głębokiego rowu z woda, czy cielaka, który to z nurtem rzeki wpław uchodził. Wymienione przypadki stają się dość często przyczyną braku

ciągłości tropu i przyczyną naszej rezygnacji.


Dzik to mistrz off road im trudniejszy teren tym lepiej. Spotkałem się i to kilkukrotnie, że nawet przy ciężkim postrzale kierował się bezbłędnie do kąpielisk tam, gdzie jest błoto z wodą. Nawet po kilkudziesięciu metrach od postrzału będzie wykonywał gwałtowne zwroty. Częstym jego zachowaniem będzie wchodzenie w miejsca najbardziej zakrzaczone a następnie wykona tam pętelkę jakby stwierdzając, że to nie to miejsce i podąża dalej.


dzik-w-krzakachjpg


Dzik w odróżnieniu od jeleni będzie forsował rowy i to ze sporą skarpą a nawet wejdzie do nich przejdzie kilkadziesiąt metrów wróci nim i wyjdzie w zupełnie nie oczekiwanym miejscu. W przypadku dzika nie spotkałem się z klasycznym tropem powrotnym. Generalizując trop uchodzenia dzika to jeden wielki chaos. Jednak mimo tego chaosu uważam, że jest gatunkiem łatwiejszym do wytropienia i do dojścia, bo robi to na o wiele mniejszej przestrzeni Tym samym zmniejsza ryzyko pomyłki posokowca. W przypadku dzika bardzo często występuje zjawisko zatkania postrzału. Słoninka w jaka obrasta, powoduje, że po nawet niewielkiej odległości od zestrzału mamy ewidentny brak farby.


W tym momencie proszę zauważyć w przypadku braku potwierdzenia farbą Do jakiej roli urasta umiejętność czytania - zachowania posokowca. Najwytrawniejszy nawet tropiciel, nie dorówna w sztuce tropienia posokowcowi oraz psu innej rasy przyuczonemu do pracy na farbie. Dobrze ułożony posokowiec potrafi podjąć i utrzymać trop postrzałka nawet po dwóch dobach .


Zgodnie z Prawem Łowieckim paragraf 8 pkt.6 Polowanie na zwierzynę grubą może odbywać się pod warunkiem zapewnienia udziału jednego psa ułożonego do poszukiwania postrzałków. Istnieją rasy psów hodowanych wyłącznie do poszukiwania postrzałków. Mowa tu o posokowcu hanowerskim i bawarskim. Z psów myśliwskich, prócz posokowców, dobrze pracują na farbie wyżły kontynentalne szorstko i krótkowłose, wyżły angielskie- gordon setery, z innych- jamniki i teriery.




Problem z poszukiwaniem strzelanego zwierza z chmary czy watahy .

Ale to '' mały problem '' gdy zgodnie z arkanami sztuki poszukiwacza zawsze rozpoczynamy od zestrzału . A staje się jeszcze mniejszy gdy przed podjęciem poszukiwania / tropienia wyzbieramy skrupulatnie wszystkie oznaki trafienia .


Zbieramy wszystko - od farby , kostki , ścinkę a nawet treść żołądka – najlepiej do jałowej ligniny . Odłożonemu po-sokowi dajemy nawąchać ten zebrany osobniczy bukiet zapachowy . Następnie podkładamy go na zestrzał i pamiętajmy że szczególnie w takim przypadku gdy postrzałek uchodzi z watahą czy chmarą poszukiwanie rozpocznijmy na trzy razy

Po pierwszych 30 / 50 m podkładamy ponownie pod truflę po-sokowi ten zebrany materiał ze zestrzału . Powtarzamy tą czynność jeszcze przynajmniej dwukrotnie na odcinki pierwszych 200 / 300 m . A nawet i po kilkuset metrach nie zaszkodzi przypomnieć po-sokowi jaki zapach ma mu być miły tropiąc. W ojczyźnie bawara nazywają tą czynność ''zaszczepieniem nosa '' feromonami zapachowymi wydzielonymi przez efekty wywołane postrzałem .

016jpg

Nie na darmo szkoła niemiecka stawia tak duży nacisk na szkolenie posokowca na samej farbie /posoka / . Stawiając też nacisk na umiejętność tropienia i na nie z farbowanym tropie ale akcent główny jest położony na farbę . Każda nawet obcierka gdzie nie rozpoznajemy gołym okiem nawet drobinek farby rozsiewa bukiet zapachowy w związku z ''eksplozją '' w organizmie trafionego zwierza ''adrenaliny '' .


Zapach ten jest identyczny z wydzielanym zapachem z gruczołów zapachowych / badyli - biegów / . I tu na prostej zasadzie tożsamości zapachów farba badyle biegi zdecydowanie ułatwimy wypracowanie przez posoka odbicie postrzałka podążającego za lub uchodzącego z chmarą watahą .


Pamiętajmy również o wibrysach na kufie posoka które potrafią wyławiać odmienne pole magnetyczne pozostawione przez postrzałka . Charakteryzujące się zupełnie inną częstotliwością w odróżnieniu od zdrowej zwierzyny . Wszystkie te w/w czynniki są składowymi na potocznie nazywaną umiejętnością trzymania przez posokowca ''odwiatru osobniczego '' .



Gon - stanowienie.

To, co opiszę nie jest zawsze powielanym wzorcem, że tak będzie jednak wedle mnie najczęściej takie są scenariusze. Najpiękniejsze w finale każdego poszukiwania postrzałka to gon i stanowienie. Głos szczeku - pasja waszego posokowca to premia dla ucha – a i wspomnę, że i mordęga dla podstarzałego ciała.

Na-czworakach-Kopiowaniejpg

W różnych miejscach i kontekstach deklarowałem model pracy z posokowcem - tradycyjny. Polecam, by waszego posokowca wyposażyć w GPS. Z urządzeniem pracujmy od samego początku tropienia. Nie pora uruchamiać, gdy zdecydujemy o gonie. O zaletach GPS typu Germin nie piszę, ale warto poczytać, co to urządzenie sobą prezentuje.


Zanim jednak o strzale łaski to o gonie. Miejmy tę wiedzę, że będzie on różny w zależności od gatunku zwierzyny. Jeleniowate uchodzą o wiele dalej. A sam gon kończy się zwyczajowo z chwilą, gdy nasz posokowiec użyję tego stwierdzenia - zamęczy wytrwałym gonem ściganą sztukę.


Jeleniowate nie wyszukują jakiegoś miejsca szczególnie zakrzaczonego. Zmęczone stają na otwartej przestrzeni. Ich wola przeżycia nakazuje im jednak podjęcia walki ze stanowiącym je posokowcem. Łania ciele ustawia się przodem do posokowca wykonuje na zadzie przysiad i czeka na dogodny moment. Gdy pies znajdzie się w jej zasięgu unosi przednie badyle wykonując kopnięcia przypominające - jakby chciała wchodzić po drabinie / stawia drabinę/.


Szybkość kolejnych machnięć badylami i siła, z jaką to robi powoduje, że każdy jej cios dosięgający psa zazwyczaj kończy jego żywot. Byk potrafi zachować się podobnie, ale jego narzędziem jest wieniec. Opuszcza go parę centymetrów nad ziemię i czeka cały czas utrzymując psa przed sobą zręcznie obracając zadem.


Jak wystrzelony odbija się z tylnch nóg starając się zrogować prześladowcę. Ugodzenie psa którąkolwiek z odnóg wieńca przebija go i finał jest zazwyczaj tragiczny.


Dzika określę jako leniwego uciekiniera. A jednocześnie to mistrz w wykorzystaniu terenu – taki Rambo. Zwyczajowo tak bywa ze dzika gon to kolejne interwały czasowe. Ruszony przez posokowca nie umyka w szaleńczej ucieczce jak to czynią jelenie. Zatrzymuje się na otwartym. Ogania się od prześladowcy siadając na tyle ustawiając się przodem do prześladowcy i odpoczywa.


Gdy posokowiec mu się zbytnio uprzykrza rusza do szarży starając się swym orężem zranić lub zabić prześladowcę. Zmęczony wyszukuje szczególnie gęstego miejsca zaszywa się w nim. Potrafi się tam zabunkrować.Jego zachowania są nieprzewidywalne. Pamiętajmy, że dla dzika obiekt ataku czy pies czy człowiek to wsio ryba.


Gdy nasz posokowiec dłuższy czas stanowi to dopiero ten moment, że do niego ruszamy. Nie ganiajmy za postrzałkiem .Posokowiec to bardzo wytrzymały pies. Gucia moi znajomi nazwali męczy wołem /nawet woła zmorduje /– na okoliczność jego uporu i nie odpuszczania.


Najdłuższa jego praca w gonie  to 5625 m z GPS i ponad 5 godzin gonu, kolejnych stanowień  , gdzie dochodził łanię postrzeloną poniżej przedniego kolana.


Doceniamy pracę  posokowca i tę na otoku jak i w gonie, gdy jest z takim rejestratorem jak Germin na karku.


Oddanie strzału łaski też będzie miało zwyczajowe inny scenariusz. Gdy nasz posokowiec stanowi w miejscu jakiś czas w pierwszej kolejności ustalmy kierunek wiatru podchodzimy zawsze pod wiatr.


W przypadku jeleniowatych liczmy się z koniecznością oddania strzału łaski na większą odległość. Pamiętajmy głównym ich receptorem alarmowym do kolejnej ucieczki w takich przypadkach będzie nadal ruch. Podchodząc do stanowionego postrzałka skupmy się na zachowaniu psa. To on zawsze jest obiektem naszej rozważnych decyzji.


Nie potrafię dać odpowiedzi jak blisko podchodzimy wszystko jest uzależnione od możliwości wglądu w teren. Ja staram się przy jeleniowatych w odległości już 50m znaleźć wizurę. Przemieszczam się wolno w prawo lewo aż do skutku. Podstawa to wiem dokładnie gdzie jest pies i mam pozycję do precyzyjnego strzału. Uważam że oddanie strzału łaski jest trudniejsze do jeleniowatych niż do dzika.


W przypadku dzika ten to jest typowym zapachowcem, nawet postrzelony, gdy wyczuje człowieka potrafi się nieprzewidywalnie zachować. Nie liczmy, że stanowienie jest gdzieś na otwartym terenie. Tu starajmy się podejść stosunkowo blisko zawsze pod wiatr. Wybieramy miejsce - ja mam to w nawyku zawsze przy grubszym drzewie. Musimy uzbroić się w cierpliwość.


Jest kępa samosiewu,zwalone chojaki,czapy świerka, jeżyny itd. On tam się zaszywa. Nasz inteligentny posokowiec szkolony w zagrodzie i z bagażem doświadczeń z łowiska będzie oszczekiwał tę przysłowiową kępę. Pokażmy się psu zobaczycie, że wasz pies zmieni miejsce oszczekiwania. Teraz będziecie wy, wasz, posokowiec i dzik. Pies widząc przewodnika oszczekuje dzika, ale gdy dzik wykona jakiś ruch ucieka do przewodnika.


Najczęściej jest tak, że jak nasz, postrzałek sobie odpocznie po gonie. Poirytowany szczekiem psa wpierw się wychyli z ukrycia jakby namierzając cel do szarży lub ucieczki. To ten idealny moment do strzału. Niezwykle ważna jest w tym momencie mobilizacja gotowość to wasze 2 3 sekundy.


Gdy już wyceluje i rusza ,to tylko ci z nerwami ze stali wytrzymują presję i najczęściej nie pudłują. Znam takich, co są gotowi do odskoku, bo dzik idzie po prostej do szarży. Ja tam wolę za ten gruby pień drzewa wcześniej przywołany. Tak jak przy strzale łaski do jeleniowatych stawiajcie na rozwagę i precyzję strzału to w przypadku dzika zwyczajowo odbywa się wszystko błyskawicznie. Tu kłania się sprawność w posługiwaniu się bronią.


A ponad wszystko strzelając- ‘’ żeby on byk dzik  ze złota był niech uchodzi, – bo nasz pies to diament’’.



Finał .

jezdem mysliwym2jpg

Praktycznie od  2011 roku pracowaliśmy zawsze sami . Z własnych doświadczeń korona to zawsze korona cierniowa . Korona to przyczynek rozpraszania posokowca a gderliwość ,przyczynkiem do nieobyczajnych zachowań przewodnika.


Często mimo że należę do osób orientujących się w terenie to posiłkowałem się nawigacją. Gdy podejmujemy pracę w terenie zupełnie nam nieznanym a praca wymaga skupienia to naprawdę możemy się zakręcić.


Bywało i tak że po odnalezieniu postrzałka dzwoniliśmy do tych co poprosili o poszukiwanie i padało pytanie gdzie jesteś. Moja odpowiedz była oczywista z przodu las z tyłu las z prawej las z lewej też las.


Spotkacie się też z sytuacją wyższych temperatur . Po odnalezieniu postrzałka możliwość jego podjęcia będzie po dłuższym czasie. Nie uważam że wtedy to do nas należy sprawienie go . Jednak nasz profesjonalizm przewodnika wymaga umiejętności by odnaleziona sztuka się nie zaparzyła .


Na cięcie pachwin kończyn przednich , włożenie rozpórek ,rozcięcie kości łonowej rozparcie tuszy na wysokości przepony winno być dobrym obyczajem. Oznakujcie drogę tasiemkami do miejsca zalegania tuszy do głównego traktu .


Doszliście czy do zgasłej czy odlaliście strzał łaski pamiętajcie o broni koniec pracy koniec jej gotowości do użycia rozładowana zabezpieczona . Każdorazowo przy postrzałku, którego dochodzimy obracam go na prawy bok .Pieczęć i ostatni kęs to rytuał - wręczam Guciowi złom w myślach dziękuję Hubertowi. Dziękuję za to, co teraz prosząc o łaskę by był równie przychylny na przyszłość.