Na wyspie.

Dzisiejszy dzień z rana to weekendowe zakupy. A tu już przed super delikatesami '' biedronka’’!!! W kieszeni spodni coś miło przy Wacusiu wibruje a następnie sygnał dźwiękowy '' Szczekanie Gustawa ‘‘. Oho to któryś z kolegów myśliwych się dobija. No tylko tego mi dzisiaj potrzeba - zimny wiatr, deszcz zacina.


No, co tam kolego się urodziło. W odpowiedzi słyszę ''poród pośladkowy ‘‘. Wczoraj wieczorem strzelałem do dzika. Dziś od bladego świtu kolega z młodym po-sokiem szukał mi tego dzika. Poddał się po kilometrze pies dalej nie chciał pracować. I ja się nie dziwię, że zrezygnował, bo psa by nie wygonił w taką pogodę  - dopowiadam.


Z opowieści komórkowej – dzik zostawił na zestrzale ‘’ wątrobę’’ i uszedł. To za godzinę w umówionym miejscu. Jesteśmy,  na zestrzale farba typowo mięśniowa z kawałeczkami odrobinami mięska, do którego przylega szczecina. Jest tego nawet sporo - szczecina to nie chyb czy boczne lico.


Pytam – gdzie celowałeś w odpowiedzi - za ucho. Znamy te strzały za ucho - to jakaś chora myśliwska fobia z tym za ucho. Jak dla mnie szczecina z gwizdu, podgardla. Bo jako  ''znawca tematu '' w okolicy pędzla czy chwostu jest dłuższa. Ruszamy i po 1200 m mizernej farby dochodzimy do luksusowego SPA. Prawdopodobne tropiony dzik zażywał tu w błocie / borowinowej kąpieli /.


Woda jeszcze zmącona z odrobinami farby na jej brzegu. Kilka kroków dalej świeże jeszcze wilgotne wtarcia na pniach drzew. Od tego miejsca kolejne 800 m tylko nos Gustaw prowadzi. Jest gdzieś tuż przed nami -  łamanie gałęzi i koncert wokalny na otoku Gustawa. No to Gustaw w gon i się zaczęło  - gra w gonie i co trochę stanowi.


Trasa gonu z nawigacji to kolejna jedna po drugiej pętelka. Uchodzący dzik okrążył nas już wkoło w promieniu od 200 do 600 m i jakby ponownie powiela trasę swojej ucieczki. Trwa to już prawie godzinę, ale tym razem kolorystyka na ekranie z zielonego lasu zmienia się na niebieską. Czyżby dzik uszedł wpław w staw.

WP_20161210_14_52_02_Projpg

Gustaw nadal głosi w miejscu z powiększenia ekranu germina  na skraju stawu. Podchodzimy widzę Gutka jak  drze pycho-la tuż przy szuwarach. Szuwary okalające staw nie dają wglądu, ale widać wyraźnie ich połamanie  i ścieżkę wygniecioną przez uchodzącego dzika. Gustawa na otok....


A strzelec ambitnie w szuwary po same dzwoneczki ścieżką dziczą. Po dłuższej chwili wrzeszczy  - dzik jest na środku stawu -  płynie na drugi brzeg, a następnie trzy po sobie szybkie strzały. Wygramolił się biedaczysko z tej zimowej lodowatej topieli i co pytam? – Pudła w odpowiedzi.


Wpłynął na wyspę na środku stawu – to, co dalej zamierzasz  ?. Może trzeba pojechać po łódkę do kołowego’’ kaczkarza’’. Jednak szybko mija mu ten zapał dochodzenia dzika, bo już szczęka zębami i cały dygoce .


Mam w plecaku piersióweczkę spirytus na miodzie, 1/1 która jedynie po części ratuje kolegę od hipotermie....  mimo szybkiego marszu do jeepów. Może częściej w takich przypadkach jednak warto  wcześniej zdecydować,  ’’kiedy trzeba ze sceny zejść niepokonanym ‘‘. Nic z tego, jakim tam pokonanym. Dwie godziny i’’ kaczkarz’’ strzałem łaski z wydatną pomocą Gustawa  na wyspie sprawę z dzikiem kończy.



No ! - jakieś cuda ?


Ostatni miot po mojej lewej - sąsiad widzę jak celuje do sporego wycinka. Dzik po strzale gwałtownie skręca roluje przez gwizd i pełnym biegiem uchodzi w miot. Po paru minutach pada kolejny strzał gdzieś na samym czole. Koniec pędzenia. Strzelec jest przekonany, że trafił mogę potwierdzić była reakcja na kulę. Jednak farby nie odnajdujemy.

 

Zbiórka po pędzeniu na karawanie wisi dzik w miocie tym padły tylko dwa strzały strzelał oddalony od nas jakieś 1 km myśliwy. Twierdził, że do zdrowego dzika. W czasie sprawiania nie stwierdził jakiegokolwiek postrzału.

Trzeba sprawdzić...


No to Gucio do roboty. Bardzo nie lubię takiej pracy tuż po strzale. Na miejscu strzału nie ma kropli farby, nie ma najdrobniejszej oznaki by kulę przyjął. Podkładam Gucia ''komenda szukaj'' natychmiast się nakręca. Biega wkoło, ale po chwili staje wywąchuje coś w trawach na wysokości 0, 5 m. Podchodzimy nie ma nic. Ale zaczyna furczeć, co w wykonaniu Gucia jest objawem, że na węszył farbę. No to na 15 m otok i ''komenda nos'', ruszamy.

 

Po około 100 m jest pierwsza farba widoczna dla oka. Farba dziwnie wyglądająca, bo na liściach dębu jakby rozmieszana z wodą. Od tego miejsca odnajdujemy oznaki farby jednak takiej jak z rozpylacza. Pierwsze, co mi przyszło na myśl, że postrzał gdzieś na tchawicę, Miałem taki przypadek z postrzałkiem byka.

 

Kolejno mamy odcinki po 100 200 m na zmianę raz bez farby a następnie pojawia się tym razem w formie strużki. Na skraju linii gdzie stało czoło pędzonego miotu nagle odkrywamy bardzo obfitą farbę.

 

 Gucio staje i zaczyna szczekać rwąc się na otoku do przodu przed nami bardzo rzadki las jeszcze parę kroków i Gustaw z pasją zaczyna wywąchiwać coś pod gałęziami. Okazuje się ze to miejsce gdzie zostały ukryte patrochy. Telefon do strzelca krótka identyfikacja miejsca. Tak to miejsce gdzie sprawiał dzika. Spora konsternacja czyżby Gucio pomylił trop wydaje się nie prawdopodobne, ale strzelona sztuka na karawanie nie miała drugiego postrzału. Kula w kule dwa trafienia?.

 

Pora wracać do ogniska wracając postanawiamy z kolegą jeszcze raz sprawdzić miejsce trafienia i udowodnić coś, co wydaje się nie możliwe, bo to fenomen dwie kule idealnie w to samo miejsce.. Jadąc jednak dochodzimy do wniosku, że trafiony dzik był z innej strony niż kolega strzelał.

Sprawdzamy na miejscu włożony patyk do przelotu kuli jednoznacznie pokazuje, że dzik był strzelany od przodu na kulawy sztych. A kolega strzelał dzika idealnie zblatowanego. Nie ma wątpliwości składamy gratulacje strzelcowi. Trochę mnie jest ni jak Gucio coś namieszał jutro sprawdzimy jeszcze raz. Bo za chwilę będzie już ciemno.

 

Tradycyjnie po kieliszeczku pora by Gucia zaparkować w jeepie niech drzemie. Przechodzę obok z Guciem...... No są jakieś cuda - ale tego drugiego dzika Gucio jutro znajdzie.

cache_2461641250jpg

Gustaw po chwilowym zatrzymaniu się obok tegoż dzika intensywnie obwąchuje gwizd i zaraz przed okiem coś liże. Zwraca moją uwagę maleńka kropeczka farby i taka sama dosłownie mikroskopijna jest po drugiej stronie tuz przed okiem. Nie do wiary rozchylam palcami i widzę dziureczkę.

Tak jak widzicie patyk nie kłamie.  

Kula 30 06 wywierciła na wylot maleńki otworek zapewne nie otwierając się. Ta ilość farby, którą widzicie dopiero pojawiła się jak patykiem było sprawdzane a tak to jak główka od szpilki. Dzik farbił gwizdem wydychając powietrze. Dzięki Guciowi tak dziwny i trudny przypadek został rozszyfrowany.  Bez arbitrażu pierwsza kula nie była śmiertelna.



Sobota rano spać nie możesz


To kolejna z prac dochodzenia byka, która wydaje się godna publikacji. Sobota rano spać nie możesz kapcie włożysz i by powrócić do społeczeństwa – klinika.
I tak to się zaczęło śródleśny parking ekipa zbierająca tusze i Gustaw ze mną oczekujemy na wezwanie.

 

Podwody ruszył rozwieść komercjalizm - pierwsze pędzenie. Gaworząc przy ognisku jeszcze bez strzału dnia dzisiejszego - słyszymy psa, który gdzieś obok głosi uchodzącego zwierza. Po chwili około 300 m od nas pies przez kilka minut wyraźnie stanowi.

 

Mam telefon – słyszysz psa? - Prowadzący polowanie nadaje. Z miotu obok G.P. wypchnął postrzelonego byka spróbuj go dostrzelić. Ruszamy jeepem, bo oszczek się oddala. Po 400 m zatrzymuję się na krzyżówce leśnej - gaszę silnik wysiadam nasłuchuję. Jest wyraźne kolejne stanowienie ruszamy.

 

Gustaw na siad okupuje przedni fotel kontem oka widzę pilnie nasłuchuje. Mam otwarte okno, co trochę podjeżdżam staję słucham. Na wysokim bardzo rzadkim drzewostanie majaczy mi sylwetka byka. To i Gustaw jak torpeda przez okno startuje do pomocy G.P. Dwa psy grające koncert stanowienia to uczta dla ucha.

 

Wypadam z jeepa - na tylnym siedzeniu w pokrowcu mam sztucer.W tym samym momencie na wąskiej drodze leśnej pojawia się potężny samochód z załadowanym drewnem. Miga światłami muszę się usunąć z drogi. Do najbliższego skrzyżowania by się usunąć 100 m. Skręcam wyskakuje ponownie i w tym momencie widzę byka walącego prosto na mnie. Broń nadal w pokrowcu niezaładowana. Mija mnie na 20 m i uchodzi po zrębie. 

 

Jedyne, co mi przychodzi na myśl to odwołać Gustawa. 

 

Co teraz napisze to efekt niestety zastosowania w treningu posłuszeństwa ''tele taktu?’. Pisałem kilka krotnie, że Gustaw w gonie jest nie do odwołania. Jego natura - nie odpuści dopóki nie zamęczy postrzałka spowodowała, że ten element odwołania z gonu stał się wręcz niezbędny jak  i do strzału łaski przy jego temperamencie.

 

Dwa ostre gwizdki Gustaw odpuszcza gon staje i jedynie '' wydziera pycho la'' za uchodzącym bykiem. Jeszcze jeden gwizdek kombinuje, ale wraca. Oszczek gonu G.P. zanika i co dalej???.

55c46ee437abb_osize969x565q71hf9e568jpg

Postanawiam - Gustaw na długi otok i po tropie las rzadki spacer się przyda. Po godzinie tropienia słyszymy GP ponownie stanowi. Dochodzimy na skraj wielkiej łąki w odległości 350 m na środku łąki stoi byk. Mamy na sztucerze naszego red pointa kropka to cały byk. Żadnej osłony by go podejść Gustaw rwie jak oszalały wiem, co będzie. Pusze do pomocy w stanowieniu będzie skakał do zdławienia na pewno ruszy byka.

 

Byk ma łatkę na tylnej szynce postrzał wydaje się być nie groźny. Troczę Gustawa parę metrów w głębi lasu sam ustawiam się na skraju. Na logikę powinie wracać do lasu za łąką jest tylko bezkres pól i w oddali wioska. Po paru minutach, co widzę.

 

Z lasu wyjeżdża samochód terenowy na pokładzie z ludźmi zwożącymi tusze. Jadą bezmyślnie w kierunku stanowionego byka. Dzwonie do nich ze tu już jestem - za późno - byk rusza uchodzi za drogę i urywa się oszczek G.P. w gonie.

 

Po sporej chwili podjeżdżają do mnie i o dziwo pojawia się na łące G.P. przywołujemy psa. Okazuje się, że ci zbierający tusze dowiedzieli się od rowerzysty, że byk jest stanowiony na łące i z dubeltówką postanowili go podjechać i dostrzelić?. Wracamy na ognisko zastanawia mnie, dlaczego G.P. po tak wytrwałym gonie odpuścił nie daje mi to spokoju.

 

 I tak nie ma, co do roboty – pojedziemy jeszcze raz z Gustawem. Podkładam Gucia idziemy po tropie przez asfalt zaraz za - stroma skarpa i na niej jakby ślizgiem z niej się staczał byk - pozostawił pierwszą dla oka farbę. Jeszcze kilkadziesiąt metrów i jawi nam się jezioro.

WP_20180106_12_30_55_Pro1jpg

Jezioro otoczone ponad stu metrowym pasem trzcin. Gustaw szczeka jakby byk był tuż obok.Jest chlupot wody i trzeszczenie trzcin, ale widzę na góra 10 m Już bardzo daleko między łozami dostrzegam płynącego byka przez jezioro na druga stronę. Widzę jak wchodzi w trzcinisko z drugiej strony znika. Nie odpuszczamy obchodzę jeziorko. Tam wysoka grobla - jest nadzieja, że z góry w tym trzcinisku go dostrzeżemy.

 

Ale scenariusze w tym fachu bywają nieprzewidywalne. Już po paru metrach przeciwległą groblom marszu -  tym razem bezmyślnie Gustaw luzem puszczony startuje w trzciny. Widzę go płynie i nawet szczeka obok szuwarów i jakby z pod wody nie wiadomo skąd szarżuje do niego byk. Unosi przednie badyle i jak to łanie robią stawia drabinę. Bezpiecznik kropka byle by w sylwetkę, bo Gustawa widzę z boku. Strzał od tyłu z góry jak się okaże w kręgosłup kończy pracę.



A Co Tam U Waszeg - Świętego Huberta..

Mimo że to środek tygodnia czwartek to tradycyjnie od kilku lat jak święto to święto. A gdy kandydujący do naszego koła ksiądz obok prac i uczestnictwa w polowaniach wybudował kapliczkę przy wielkim kamieniu stało się to tradycją. Tego dnia odbywa się msza święta przy leśnej kapliczce i jedynie trzy pędzenia.


Modlitwa do Świętego Huberta - patrona myśliwych

Święty Hubercie prosimy Ciebie,
Abyś przez swoje wstawiennictwo
Wyjednał nam u Dobrego Boga
Łaski, które skierują nasze życie
Na drogę ku świętości.

Uchroń nas, abyśmy nigdy nie byli
Narzędziem bezmyślnej i okrutnej śmierci,
Ale żeby śmierć, którą zadajemy stawała się dla nas
Bramą do poznawania wartości życia.

Wspieraj nas i naszych braci,
Aby wiernie trwali na straży
W obronie poszanowania szlachetnych ideałów,
Pozostawionych nam przez naszych ojców

Pobłogosław! Byśmy mieli odwagę i siłę,
Jako myśliwi stawać się głosicielami prawdy,
A dobro niech zamieszka na zawsze
W naszych, pięknych i czystych sercach.

Przez Chrystusa, Pana Naszego

Amen


Bardziej to dzień na spotkanie pokoleń. Swego czasu było to koło zdominowane przez leśników i niepisanym prawem kaduka przyjmowano jedynie synów córki tychże. I mamy to taką sytuację. Są sędziwi panowie wiekowo oscylujący /po do/ osiemdziesiątce. Spore grono ich potomków pięćdziesięcioro parolatków. Ale dziś po nowym powiewie w kole połowa to młode pistolety - leśników już zdecydowana mniejszość.

Zawsze czekam na to inauguracyjne polowanie. To jedyne polowanie gdzie już przy ognisku z otwartą gębą można wysłuchać opowieści starych wiarusów i nie tylko o łowach.
Poranek przywitał zimnym powiewem i mgłami tworzący niepowtarzalny widok budzącego się dnia. Nocny przymrozek i wschodzące słońce utworzyły fajerwerki niepowtarzalnych blasków. Gustaw leniwie dokonał porannej ablucji jak by łowy dzisiejsze nie były mu w głowie A i mnie po lekkim śniadanku przy kawce i fajeczce na tarasie zrobiło się jeszcze bardziej świątecznie. Spakowani,finlandia, boczek na szaszłyki, cebulka, główka czosnku jest. Gustaw w jeepie mości się na siedzeniu no to jedziemy. Zamykam bramę domostwa i mnie pewnie oświecił ten blask.
A gdzie ta tradycja, prawdziwego łowcy.

Truchtem do domu na górę do sypialni gdzie małżonka dosypiała.
Ponoć zimną łapką za kolano.
A i ambicję na grubego zwierza spore to zgodnie z zasada.
Im wyższy zwierz tym wyżej bierz.
Było Darz Bór i coś w stylu nigdy nie wydoroślejesz.


Jazda żadna, bo mieszkamy z Guciem w środku łowiska. Ledwo zaparkowałem. Podchodzi Ci do mnie młody pistolet wyciąga telefon komórkowy i pokazuje mi zdjęcia jednocześnie pyta -  choć wie.
To za tym Panie Adamie cały obecny sezon Pan się uganiał.
Zmiana okularów -  a niech cię miałem go na czysto - dwa razy. Byk dwudziestak sporo ponad 10 kg na głowie i będzie złoto. Oceniałem na te jedenaście lat, ale jednak szeptało mi coś. Ma góra osiem dziewięć  -  dzierżył przecież siedem łań. Okazało się, że ma ponad jedenaście.

Po powrocie nie omieszkałem po polowaniu  opowiedzieć żonie o tym byku. Oczywiście na własny użytek spuentowałem a propos tej porannej dorosłości.
Te siedem łań i że on jeszcze nie wydoroślał na te jedenaście lat uratowało mu życie z mojej ręki.
I dopóki otaczający mnie świat będzie mnie postrzegał jako nie całkiem dorosłego to mi się nic nie  może  stać.
No i otrzymałem ripostę.
A co ty z tymi siedmioma łaniami byś robił.
No prawda to nigdy nie wiemy, jakie rogi nosimy.

Ale nawet te stare byki zawsze chodź jedną dorodną łanie mają.
Czego wszystkim tu płci męskiej życzę, a i nie omieszkam płci pięknej dodać byk, jaki by nie był to jednak byk!.

Wszystkie zaplanowane mioty długie z wyraźnym nastawieniem w  - Huberta polujemy na jelenie. Pierwszy miot trzy chmary łań i cztery pojedyncze byki uchodzą w pola na wioskę. W drugim miocie mam stanowisko na tyle obstawia pięciu strzelców Wypada mi środkowe. Naganka rusza i po dłuższej chwili głosy z oddali jelenie do tyłu.


Nie hołduję polowaniom pędzonym na jelenie. Ale jak moje błędy w ocenie wieku byka sprawiły ten dzisiejszy posmak zazdrości, że ktoś inny tego mego byka pozyskał to pokaz się tu, który.

Złamana gałązka i trzask podszytu zwiastuje król kniei nadchodzi. Widzę pięknego jednostronnie koronnego dziesiątaka. Byk zdecydowanie w pierwszej klasie idzie na kulawy sztych przystaje. Gustaw siedzi przy nodze fafle  mu fruwają warczy kontem oka widzę klasyczną delirkę nie szczeka. Oj Święty Hubercie jak ten kiler wydoroślał rok temu -  szkoda wspominać.

Truchtem mija nas na trzydzieści metrów znika. Jeszcze nie odprowadziliśmy go wzrokiem kolejny delikatny trzask. Jedenaście jeleni same łanie z cielakami defilują przed naszym frontem w miocie.
I oczywiście idą miedzy samochody tam gdzie nikt nie stoi.

Gdzieś na czole strzał i okaże się ,kuna na rozkładzie. Nie słychać naganki Gucio wstaje i robi jak wyżeł stójkę coś tam jest. Za świerka jak duch pojawia się byk, oczy wietrzy. Stare byczysko ósmak.

Startuje i w jednym momencie na skraju linii wspaniała wolta. Kreślę od tyłu jak rzutkę na strzelnicy. Kropka mija byka nasadę karku - ściągam spust. Zero reakcji jeszcze a z 50 m widzę uchodzącego w pełnym biegu -  pudło?.

Trąbka rada i starszych i młodszych na miejscu zestrzału i kilka metrów dalej. Wyrok -  ewidentne pudło ok. sprawdzimy.

Trzecie pędzenie strzałów mnogo aż po horyzont niesie... dziki. Jutro sprawdzimy farby kilka kropelek, ale coś tam przysiadło przygarbiło zobaczymy. Koniec pędzeń zgłaszamy poszukiwanie. Cała procedura zmiana otoku Gucio szukaj.

Kilka na wąchań i rusza farby ani gram idzie jak po szynach. Po 100 m prawie zawracamy i kolejne 50 m nadal farby zero i znowu prawie zawracamy
kolejne 150 m.

Gucio staje -  jest pierwsza farba.... podnosi kufę i zaczyna szczekać. Nic nie ma przed nami paproć i wysokie jagody. Sztucer w gotowości i puszczam Gucia 50 m bieg dwa trzy razy szczek i szamotanie. Ma go dochodzę ostrożnie. Pierze się sypie z sukni 162 kg byka.

Dzięki Ci Gucio kochany pies uratowałeś tyłek Adama od królestwa pudlarzy.
Byk przyjął wysoko  za dziesiątkę ''puste'' i uszedł ponad 600 m.

Tradycją jest, że przy pamiątkowej tablicy zapalany jest zawsze, co polowanie znicz.
By dopełnić wszystkich z ceremoniałem spraw, proszę król polowania Gucio i jego kompan Adam.

Starsi Panowie starsi. Panowie dwaj.


Dnia następnego jedziemy sprawdzić te z Huberta strzały do dzików.A tam …
Starsi Panowie starsi. Panowie dwaj. Już szron na głowie już nie to zdrowie.
Lecz w sercu ciągle maj.Na miejsce, gdzie do dzików strzelano w Huberta przyjechaliśmy przed umówionym czasem.A tu dwaj starsi panowie małe ognisko stołeczki kiełbaski na patykach piersióweczki.Humory wyborne no to pokażcie, gdzie jak skąd strzelaliście.Spokojne siadaj, ''jak nie wypijesz to nie zabijesz''.


Mimo że Panowie z dokonań łowieckich znani byli z przeszłości to, co tu zaszło raczej ze sztuką polowań zbiorowych ma mało wspólnego. Opowiadano mi to dość spontanicznie, ale może mi się uda usystematyzować. Będzie może kilka określeń zbyt dosadnych, ale inaczej nie sprzedam wam tu obrazu tychże wydarzeń. 

539f1be492713_osize640x400q71h1022c3jpg

Wypadły im stanowiska po sąsiedzku na załamaniu flanki. Że pędzenia bardzo długie i czas oczekiwania na nagankę spory zeszli się na narożniku i po ……. Pogadali i rozeszli się na swoje stanowiska. Jednemu z nich zachciało się za poważniejszą potrzebą i parę kroków za rogiem przykucnął sobie.

 

Drugi stojący już na stanowisku widzi watahę dzików przemieszczającą się w ten narożnik. I jak z nieukrywaną radością opowiada na pierwszym planie widzi dupę kolegi a za nią 10 m dalej kotłujące się dziki.

 

Za to ten w przysiadzie opowiada. Strzelba parę kroków o drzewo oparta i z rozbrajającą szczerością kontestuje. No z gównem w dupie do strzelby biec nie będę, a jak coś w portki wypadnie to, co.

 

Wataha odwinęła z powrotem w miot i tyle ją na wstępie widziano. Drugi ten ze stanowiska oświadcza no tak. Takiej zapory smrodu kolegi nikt nie przekroczy a dopiero, co taki zapachowiec jak dzik.

cache_2468413636-001jpg

Portki podciągnięte i mija kolejne 10 min przed nimi jakieś 100 m zaczynają grać psy. Watach wraca tym samym śladem i na wysokości dokonań gastrycznych. Gastrolog strzela do przelatka.
Dzik zaznacza opatrzone jest to dygresją drugiego. E tam Adamie zaznacza ślizg wiesz, na czym.

Przed prześmiewcą gastrologa pojawia się gruby pojedynek. Wyprowadza go na linię oddaje strzał dzik wali się w ogniu do przeciwległego rowu. Rów jest głęboki i zarośnięty. 

Trąbka. 

Strzelec przelatka sprawdza zestrzał brak farby to idzie do strzelca grubej sztuki. Jak opowiadają stoją nad rowem złożono już wzajemne gratulacje. Widzą dzika przez trawy i jeden do drugiego -  patrz dzik mruga okiem dostrzel go. Broń rozładowana e co ty mruga i kijem szturcha dzika. Dzik zrywa się na równe nogi jak z procy wystrzelony i uchodzi.

 

Rozpoczynamy pracę od przelatka po 350 m jest sztywny sztuka zdatna do spożycia. Breneka  - strzał wątrobowy aż dziwne, że z takim postrzałem na wylot tyle jeszcze poszedł. Dzik sprawiony w samochodzie strzelca.

 

Zaczynamy analizować drugi zestrzał, co jest .... na pewno to spora ilość ścinki na skraju rowu. Strzał też z breneki, są drobiny tuszy bardzo długi włos nie ma farby Za to w rowie sporo a na kierunku ucieczki farby brak. Aż się prosi zawyrokować strzał po piórach. Gdzieś breneka zaczepiła któryś z wyrostków kręgosłupa zwalił się w ogniu. Po chwili władze i siły wróciły i umknął. Ale sprawdzić trzeba.

 

Ruszamy. Panowie uparci jak te dwa o….  idą jako korona. I gdy się nawet trochę oddalimy z Guciem to hop hop Adamie poczekaj. Dzik jak na złość, gdzie jakaś samosiewka wykroty rowy rowki błota to właśnie tam kluczy.

 

Z taką koroną na zmianę jeden i drugi a to dmuchawki na astmę a to a to już nie będę więcej złośliwości prawił. Jedno, co na pewno w dobrej kondycji panowie mają wzrok. Co 50 m, ale wysoko na liściach odkrywają drobiny farbę.

 

Po niespełna kilometrze dochodzimy do śródleśnego stawu. Przez środek płynie jeszcze strumyk a obok niego muł szlam błoto. Gucio doprowadza do grobli. Widać jak na dłoni dosłownie nowo rozepchnięty rów w tym mule prącego w czcimy dzika.

 

Może naciągam tę diagnozę z postrzałem na kręgosłup, jeśli tak to spokojnie się wyliże. Jak my aspirynę na przeziębienie to on obecnie w tym błocie się leczy. A próba dojścia go w tym trzcinowisku zakrawa na samobójstwo psa i jego właściciela. Dla mnie to jedynie kolejny dowód, że nie wszystko się da.




A my 300 % normy.


A my 300 % normy. Wczoraj od bladego świtu za dzikiem postrzelonym w przecince kukurydzy. Praca jedynie z pozoru łatwa i przyjemna . Po 130 m jest warchlak na miękkie .


Strzelec się zaklina że do warchlaka nie strzelał . Wybrał 60 kilową sztukę - miał do wyboru ponad 20 . Jak mu wyszły  na przecinkę to czarno . A księżyc dawał że ze 100 kroków nie sposób spudłować .

hero_wild_swine_animalsjpg

Ponowne naprowadzenie Gucia potwierdziło jedynie kolejny zestrzał. Ale prawie 30 m dalej od poprzedniego .  I tu zaczęły się schody , po 400 m pracy w kukurydzy . Wjechaliśmy na całą watahę zdrowych dzików. Koniec definitywny pracy dolnym wiatrem . Odwiatr chlewni tak wielki że jedyną metodą było mego słonia na ręce i wynieść z kukurydzy . Do watahy zdrowych dzików i to w kukurydzy przecież go nie puszczę.


Efektem darcia pyska było że 22 dziki wyjechały jej końcem na oczach strzelców broń w samochodach. Zatoczyły krąg w odległości 300 m po polu . Gdzie jeden z nich utykał na przedni bieg. Pomknęły w siną dal przez gołe pola . Taka ilość dzików po zaszronionym polu zostawia trop jak walec. Próba znalezienia choćby kropelki farby spełzła na niczym ale jeden utykał to postrzałek .


Zajęło to kolejne 6 godziny pracy na tych tropach.
Zrezygnowaliśmy nie do dojścia.


Wracamy do samochodów nad kukurydzą, Pomyślałem tyle godzin na otoku pobiegaj . Gucio od razu z powrotem w przecinkę i po 3 min na końcu kukurydzy dwa trzy szczeknięcia i cisza .


Idziemy a tu jakieś 200m przed nami wyskakuje Gustaw i z powrotem do kukurydzy wyskakuje i do kukurydzy . Słyszymy coś tarmosi jest dzik 40 parę kilo trafiony na jelita .

20131110_141913jpg

O świętowaniu nie napisze bo jedynie co rozsądek podpowiedział to telefon do pracy o dzisiejszy dzień wolny.


A świtem dnia następnego .
Plum plum dzwonek przy furtce. Wczoraj strzelałem do łani nie podjechał byś sprawdzić . Jedziemy na polu jest farba bez doktoratów płucna . Ruszamy po 130 m w pierwszych zaroślach odkrywamy dosłownie kałużę farby zatrzymała się .


Po kolejnych 70 m szeroki zarośnięty rów . Gucio skacze raz na jedną raz na druga stronę . Szukam miejsca gdzie przeskoczyć . Gucio wskakuje w końcu do rowu i tak skuteczne mnie pociągnął że wpadam ślizgając się na tyłku .


Gramolę się z rowu i za plecami widzę wystający badyl łani kawałek łyżki i dopiero teraz dostrzegam jej korpus.

teaserbox_2468413722jpg

Pisząc to zastanawiam się ponownie czy jutro znowu nie wziąć dnia urlopu . Świętować kocha kolega któremu łanię Gucio znalazł oj przeogromnie a i ja ?. To że ja cały do pralki ale stała się rzecz jeszcze gorsza .


W pokoju córki na jej łożu żona rozłożyła firanki i zasłony z całego domu przywiezione z jakiegoś tam specjalistycznego prania . Żony już nie było jak wróciliśmy . Gucio w  szlamie z rowu jedynie do wanny pod prysznic . Uchyliłem drzwi wejściowe by te wszystkie brudy z siebie zdjąć przed progiem. A Gustaw rządny przywitań z panią obleciał domostwo i nie omieszkał wskoczyć na tą wyprana ekspozycję. Na tyle wydawała mu się być atrakcyjna co do higieny że się dodatkowo w te firany i zasłony powycierał.


Oj będzie bal.
Prześladują nas z Guciem te rzeki  - kąpiele błotne borowiny  - jednym słowem .SPA.



Po trzech godzinach dalej walczy .


Telefon - strzelałem do dzika  wczoraj wieczorem pojedynek. Bolek terier  – lokalny matador sprawdzał . Aż dziw bierze że po takim rozpruciu przez dzika ponownie jest w pełni sił.


Jest farba nie ma - ale ścinki sporo. Już przed czasem Karol - młody adept sztuki łowieckiej czeka przed domem. Pakowanie Gustaw szaleje jedziemy .


Na miejscu wszystko mamy za wyjątkiem GPS i drobiazgu amunicji . Karol uzbrojony z jego sztucera jakby co. Od strzału 16 godzin . Strzał na 25 m z wysiadki. Oględziny zestrzału nic nie wnoszą nowego . Jest odrobina skóry że szczeciną .


Ruszamy – sprawdzić trzeba. Po 200 m pewnej pracy Gustawa staje pod przygiętą brzozą i ją obwąchuje od spodu – sprawdzam to miejsce . Jest otarcie farby na jej wewnętrznym licu. To jedyna oznaka że dzik coś więcej przyjął za wyjątkiem ścinki.

dzikijpg

Praca przyjemna bo po jagodzianach wysoki las. Kolejne 200 m obniżenie terenu Gustaw doprowadza do miejsca z taflą cienkiego lodu który jest połamany . To nie kąpielisko to rozległa kałuża w której ewidentnie dziczek był .


Stojąc nad tym miejscem głośno myślę dzieląc się z Karolem wnioskami. Jeśli to obcierka jak wyrokowałem - w tak chłodny dzień bo jest plus 11 ale w nocy było minus 3. Roją się różne myśli – czemu po 400m szukał ochłody zbijał temperaturę ?, kładł się ? w tę minimalną ilość wody , pokruszony lód. Jest farba ale jak kot napłakał.


Ponownie ruszamy po 150 m Gustaw podnosi kufę jeszcze parę metrów i szczeka . Na 20 kroków pod świerczkiem jest zgasły dzik – no to kolejny sukces . Puszczam Gucia niech się nacieszy Gustaw wpada pod świerczek i odskakuje szczeka jak opętany  .


Jak wystrzelony z armaty prosto pod nasze nogi szarżuje dziczek , ma na lewej tylnej szynce łatkę bez szczeciny – tylko tyle obydwaj zaskoczeni oniemiali widzieliśmy. Gustaw odprowadza go do granicy słyszalności .


Klnę pod nosem stary a głupi jak but z lewej nogi – najstarsze porzekadło jakie pamiętam jeszcze z dzieciństwa – nie żałuj kuli dzikowi. Dalszy scenariusz jest do przewidzenia .Koło miejsca gdzie stał jeep zostawiam kurtkę i jedziemy w kierunku gdzie poszedł gon.

cache_2468413056jpg

Stajemy nasłuchujemy robimy coraz większe okrążenia .

Koło 19 jest głos po 3 godzinach dalej walczy - jest ciemno jak odłowić Gustawa . Podchodzę gwiżdżę , jest dobrze - przerywa oszczek ale po chwili ze sto metrowy dalej znowu się pruje . I tak kolejno kila razy . Nareszcie dał się złapać.


Kochane te moje psisko ale jak poczuje zew krwi koniec karności posłuszeństwa i czego by jeszcze złego o nim nie napisać.



Do tej pory lisa mIał na rozkładzie.


Zaczyna się ''senna komercja '' ognisko kiełbaska na patyku. Zakwaszone mięśnie nóg dupa za tłusta a trzeba ją dźwigać. Gustaw wskoczył do samochodu i chrapie tylko uszaki falują.


Telefon jest dzik do dojścia. .Jadę i takie prośby zanoszę do Huberta.
Huberciku kochany. Nie każ mi pokonywać dziś tych wertepów jak wczoraj.
Zabieram po drodze komercjusza. Blady jeszcze mu się język plącze. Przyjechał z tatą młody adept łowiectwa. Do tej pory lisa ma na rozkładzie.


A tu jak zeznaje dzik 250 kg?.  Jest farba ewidentne płucna. Dokładnie 125 metrów i już Gucio na otoku drze pychota.  Kępa świerków gąszcz . Po farbie lufą sztucera delikatnie rozgarniam wierzchołki. Musi tu być dosłownie odór odyńca odwiatru. Jest komorowy 9 milimetrów zrobiło swoje.


Na wadze 132 kg.
Młody złożył nam niezwykle wylewne gratulacje.Do tej pory nie wiem, za co ale niech tam. Będzie medal  szable na zewnątrz 14 cm. Fajki pięknie wybarwione.


Ofladrowaliśmy drogę dojścia do sztuki. Zgłaszam patent dla przewodników.
Bez sensu jest czekanie na grupę ewakuacyjną tuszy. Od tuszy czerwonymi wstążkami do drogi dojazdowej zaznaczać drogę dojścia .



Widok klęczącego na przednich badylach

Kolejny telefon byk postrzelony strzelec po farbie próbował dochodzić 50 m i farba zanikła. Odczekaliśmy godzinę oględziny zestrzału wskazują kolene  jelita.
Ruszamy po  1300 m trzask w młodniku, ale czy to byk. Gustaw prowadzi właśnie w tym kierunku. Kolejne łamanie nic nie widzę puszczam Gustawa na trop.

teaserbox_2468413075-001jpg

Po niespełna minucie głosi w miejscu byk żyje. Wychodzę z młodnika na skraj starodrzewie. Ukazuje mi się widok klęczącego na przednich badylach króla kniei. Gustaw ujada jak szalony, odskakuje od byka rozpędza się i przednimi łapami uderza w jego bok. Nie ma mowy o strzale łaski. Gustaw tym razem uwiesza się na jego karku, który już jest parę centymetrów nad ziemią i ciągnie. Dochodzę na dwa metry - na komorę, bo Gustaw nadal okupuje kark.


Piękny selekcyjny czternastak .Wspaniała rozłogi waga około 7 kg. Ośliniono nasze pyski w dziękczynnych ''cmoksach.''.



Chcą mieć posokowca.


Obiad a tu z wyglądu stary wyga łowiecki podchodzi. Pewnie nakręcony pięknym trofeum byka na pokocie i donosi.


Ten pierwszy strzał w pierwszym miocie to ja też do byka. Zgłaszał czyste pudło. Sprawdzał bardzo dokładnie farby zero strzelał jak mówi w locie. Reakcji żadnej, ale jak by tak to sprawdzić.


Super 6 godzin po strzale jedziemy. Zaznaczyłem odwiozłem strzelca  i do roboty. Gucio po paru metrach zaczyna furczeć pewnie jest postrzał. Na tropie tylko głośno ciągnie nosem. Po ponad 300 m Gustaw robi wykopki drapie.

68c17ce636f82759jpg

Klękam oglądam no nie! Jest farba. Po niespełna kolejnych 20/30 m śśśśśikawica i to na dwie strony. Gustaw stop i szczeka , przed nami leży byk jak malowany. Wieczny ósmak druga klasa. Bardzo grube tyki rozłogi marniejsza, ale przepięknie perlony. Róże, że dłonią nie obejmiesz. Ponad 4 kg wieniec. Przyjął też prawie na miękkie wysoko komorę.


Wnioski zawsze takie same sprawdzać sprawdzać sprawdzać. Po trzydniowych pracach Gucia , co drugi komercjusz deklarował.

Chcę mieć posokowca!!!.



Patrochy dzicze.


Są obwody typowo leśne. Ma to swoje zalety, ale i wady. Zaletą to minimalne odszkodowania wypłacane rolnikom za szkody łowieckie. Wadą to polowania indywidualnego z ambon tylko śródleśnych.


Jakąś czuje awersję do nęcisk. Niestety te okazuje się być jedyna metoda skutecznych polowań. Na takim nęcisku znajomy strzelał  do dzika.


Pies jeden już pracował bez efektu. Dzik ponoć duży a i oręż jak zapewniał strzelec okazała. Jeden z najgorszy scenariuszy dla posokowca - nęcisko od śledzi na chipsach kończąc  - to dziki całymi watahami biorą. Wyjście z tej gmatwaniny tropów za postrzałkiem stanowi wielkie wyzwanie.


Potwierdzamy na zestrzale jest farba . Gucio na wąchał farbę rusza i kolejno 2 razy po 300m w różne strony świata. Od zestrzału za każdym razem czysto. Kolejny raz wracamy do zestrzału a tu przy naszych samochodach prezes i łowczy tego koła.

dzik-w-krzakachjpg

Jeszcze ostatni raz spróbujmy. W zasadzie na prośbę łowczego, bo zamierza posokowca sobie sprawić a o Guciu dużo już się nasłuchał .


Tym razem na tata wariata -  tak to nazywam – praca bez otoku szukaj -  nos komenda. Na gwizdek jest posłuszny i można za nim podążać zatrzyma się poczeka. Idziemy dziwna to trochę praca taki chaos to trochę w prawo to w lewo wszelkie kombinacje ale odnajduje farbę jakby zataczającego się sporymi zakosami dzika 


Po 450 m staje i wchodzi pod świerka, oblatuje go kilku krotnie nie szczeka. Idziemy, co odkrywamy – patrochy dzicze. Zaraz obok wyraźne miejsce gdzie był sprawiany i ślad ciągnięcia do drogi.



Bawar zginął na służbie.


W rozwinięciu tematu dowiaduje się z mediów  że wilki zaatakowały bawara i zagryzły gdy ten stanowił postrzałka i to w mojej okolicy . Z początkiem listopada po odtrąbieniu '' koniec polowania'' podjęliśmy z Guciem pracę na słabo farbowanym tropie dzika . Po niecałych 200 m dosłownie w pierwszej kępie – dzik nam z niej wyjechał i niespiesznie zaczął uchodzić . Natychmiast puściłem Gucia w gon . Widziałem go jeszcze spory czas między drzewami . Zachowanie dzika było nietypowe – jak człowiek na haju . Mimo zajadłości Gustawa oszczekiwał go od przodu kąsał z boku dzik szedł spokojnie jak otępiały.


Strzału - nie było możliwości oddać z racji Gucia. I tak powoli bez szaleńczych ucieczek oddalał się systematycznie a z nim Gustaw . Po prawie godzinie i kolejnych moich próbach dojścia do strzału w końcu mnie wykiwał .Z minuty na minutę słyszalność szczekanie Gustawa stało aż do zaniku. Idąc z GPS wraz z trzema kolegami na dukcie którym szliśmy ukazała się sylwetka psa . W pierwszym odruchu gwizdek bo może to Gustaw pies na gwizd zareagował gwałtowną ucieczką. Na to kolega– widziałeś tego wilka . A tam zaraz wilka - jakiś kolejny wilczur z łańcucha w wiosce się urwał i kłusuje. Po chwili milczenia w marszu usłyszeliśmy oszczek Gustawa. Kolega przemyślał i podejmuje temat – pies wioskowy tu nie możliwe do najbliższej wioska 5 km - to wilk .

teaserbox_2468413393-001jpg

Szczekanie Gucia coraz bliższe . Jest już zupełnie ciemno szczek jest na kilka metrów . Świecę lampką i pierwsze co widzę to za dzikiem który siedzi na zadzie latarnie - z dwoma niebieskimi lampami . Teraz po takiej gonitwie strzał łaski to formalność. Więcej tej ‘’ zjawy wilczej ‘’ nie dostrzegliśmy .Miejsce postrzału okazało się najdziwniejsze z naszych doświadczeń .Specjalista strzelec neurochirurg dokonał obdukcji.


Dzik przyjął tylko na lewą stronę czaszki . Widoczne były zwoje mózgowe gdzie kula odłupała dosłownie niespełna centymetr kości . Po strzale zrolował i natychmiast ruszył .Takie zachowanie pełne obojętności wedle specjalisty było możliwe – pozostało mi wierzyć . Chodź diagnozie o wilku dalej nie dawałem wiary upierając się że to jednak zdziczały pies. Gdy w styczniu poszła informacja że grasuje w tej właśnie okolicy wilk też było z mojej strony brak wiary . Obecnie gdy to się potwierdziło z wielu źródeł – tak sobie myślę a gdyby mi to wilczysko Gustawa chciało skonsumować.



  

Manifestacje pierwszomajowa.


Dzień zapiszemy z Guciem jako,'' spóźniona manifestacje pierwszomajową''.
Jak co roku mieliśmy w kole tych samych od wielu lat dewizowców - Duńczyków. Będąc z Guciem poprzedniego dnia na spacerze zostawiłem komórkę w jeepie . Przed piętnastą niespodziewana wizyta . Mocna ekipa podprowadzający ½ zarządu koła i dwóch kolegów z dwoma psami które od godzin rannych próbowały odnaleźć bardzo grubego odyńca postrzelonego przez dewizowca.


Scenariusz przed postrzeleniem był następujący .
Podprowadzający z dewizowcem o 8 rano tegoż samego dnia wypatrzyli głęboko w polach ładnego kozła . Postanowili go podchodzić. Pasł się nad rowem gdzie w promieniu wielu metrów nie było żadnej osłony . Jedynie pas rzepaku który się ciągnął w jego kierunku dawał nadzieję skrytego podejścia .


Rzepak na tłustej glebie i jeszcze podsypany nawozami na ponad  metr . Gdy się zbliżali do skraju nagle przed nimi usłyszeli trzask łamanego rzepaku a po chwili szczekanie kozła . Gdy się wychylili kozioł szczekając oddalał się w głąb pola a w kierunku rowu gdzie żerował  - widzą uchodzącego grubego dzika .

opowiesc-o-dziku-cena-niezaleznojpg

Dzik doszedł do rowu na około 80 kroków i w nim zniknął . Jednak po chwili dzik wychylił się ponownie z rowu i mogli rozpoznać błyszczący oręż w porannym słońcu . Ponoć czasu było sporo bo odyniec jakby własnym tropem zamierzał powrócić w rzepak . Na 60 kroków zblatował stanął - rozgorączkowany Duńczyk strzelił . Dzik klapnął w ogniu .


Przebijając się przez rzepak Duńczykowi wypięła się lornetka i postanowili ją odszukać wycofując się własnym śladem ,dając zdobyczy spokojnie zapisać testament . Lornetka w mig została odnaleziona wracają na skraj rzepaku a tu dzika nie ma . Na zestrzale sporo farby idą za farbą do rowu. Parę metrów przed rowem farba urywa się całkowicie .


Ponad godzinę wzdłuż rowu - czysto ni żywego ducha . Dzwonią do mnie nie odbieram dzwonią do innego kolegi przyjechał z psem . Podłożony pies pracuje po 50 m w jedną i druga stronę rowu . Dzwonią do innego koła po tropowca.. Scenariusz jest identyczny jakby się w tym rowie zapadł pod ziemię.


Dewizowcy wczoraj wyjeżdżają ale strzelec nie zamierza odpuścić . Na zestrzał przyjeżdża ekipa z zarządu . Podejmują decyzję koniec polowania wracają do siedziby koła ale po drodze ja mieszkam . No to Gustaw podprowadzający i ja z powrotem na zestrzał .


Na zestrzale oprócz ciemnej sporej ilości farby odnajduje ścinkę , jak dla mnie bardzo długi sztywny długi włos ewidentnie to chyb.
Ruszamy - Gustaw wprowadza do rowu ,rów prawie suchy z niewielka ilością wody . Dwa metry w prawo w lewo i wyskakuje na drugą stronę .
Prowadzi pewnie po 50 m na liściach burzanów od ich spodniej strony odkrywamy - jest farba i wyraźne wciski . Kolejne 200 m po niskim zbożu - ponownie kropelki farby .


W tym momencie pozwolę sobie na na swój komentarz który może się przydać innym posoko – maniakom . Dzik przed strzałem wszedł do rowu zapewne przeszedł nim po 50 m w prawo w lewo i ponownie wyszedł chcąc wrócić do rzepaku . Pozostawił w nim powietrzny ogromny nie przewiany bukiet zapachowy . Psy pracujące przed Gustawem nie potrafiły się wyzwolić z tego bukietu pozostając w tym rowie.



Wypada mi kolejny raz pochylić czoło mistrzom wiedzy w szkoleniu posokowca . Wielokrotnie mi to powtarzano szkoląc posokowca zawsze używaj choćby w ilości śladowej - farbę . Gucio zrobił to czego go uczyłem mimo że i ten bukiet i dla niego w rowie był interesujący to ruszył natychmiast za farbą.

 

No i teraz się zacznie . Przed nami obniżenie terenu jaszcze lepsza ziemia i monokultura z kilkudziesięcioma hektarami rzepaku ale tym razem to łodygi pod moją brodę . Wchodzimy do rzepaku skracam na metr otok po 100 m kolega pozostający na skraju woła - gdzie jesteście .


A u mnie gdzieś spodem gdzie może coś jeszcze widać Gustaw zaczyna rwać do przodu i szczeka . Widzę górą rusza się rzepak dzik przed nami uchodzi jeszcze parę metrów i miejsce gdzie dzik stał – nie kładł się . Nie ma takiej opcji bym Gustawa zwolnił do gonu i to w rzepaku .Dzik pozostawia na wysokości metra na liściach farbę taką otartą .


Takie kolejne dojścia szczekanie Gucia powtarzamy przez  godzinę .
Widzę z drugiego końca idzie kolega podprowadzający . Co robić- dzik robi nawroty i ani mu w głowie opuścić rzepak. Kolega wpada na pomysł - są takie pasy w tym rzepaku prawdopodobnie po kolach cięgnika jak robiony był tam oprysk przeciw chwastom .


Ja ponownie podłożę Gucia a on zasadzi się na takim pasie jak dzik tak krąży to jedyna szansa że na takim pasie będzie szansa na strzał . Jednak w takim wysokim rzepaku to duże ryzyko postrzelenia się wzajemnie. No i mamy kolejny patent z pogranicza szaleństwa .

uid_82caea8871cbcaf7a80c950e95c7df2f1399011923820_width_800_play_0_pos_0_gs_0jpg

Ma w swoim jeepie flagę biało czerwona którą jako kibic stale wozi . Przytraczamy ją do moich pleców i teraz nad rzepakiem na metr nad- powiewa biało czerwona . Podkładam ponownie Gutka . Po ponad 300m Gucio ponownie go dochodzi . Zajadle szczeka rwie ręce mdleją . Mam już tego naprawdę dość uchodzi kolejne 50 m .


Dzwoni komórka patrzę na wyświetlacz mój teść  - nemrod myśliwy - słucham .
I słyszę w słuchawce . Halinka / moja żona / mi powiedziała że szukasz dzika nie wytrzymałem w domu i jestem przy waszych samochodach .
Co ty znowu Adam wyprawiasz pomyliło ci się już całkowicie .
Widzę nad rzepakiem flagę narodową słyszę szczekanie Gucia .
Co ty manifestacje pierwszomajową w tym rzepaku odprawiasz .


Pewnie rzeczywiście potrzebowałem by osiemdziesięcioro paro latek przywołał mnie do porządku. Starzeję się i gorzała mi wypaliła resztę szarych komórek .
Za takim postrzałkiem i to w rzepaku ‘’na dzień dobry ‘’praca była bez sensu. Przynajmniej jest jedna korzyść - Gustaw nie gnuśniał w domu.