O postrzelonej łani.


Strzelającego opis wydarzeń jest dość dziwny i tak nie prawdopodobny że wart opisania. Idąc na wysiadkę w uprawie dostrzegł chmarę jeleni . Sześć łań i byka - nie strzałowy. Który zachowywał się ponoć jak stadny w rozkwicie rykowiska. Odległość i miejsce myśliwego nie zapewniało precyzyjnego strzału do łani  .Wycofał się i zasiadł na ambonie .


Prowadząc obserwację zauważył dwa szpicaki. Które chciały zbliżyć się prawdopodobnie do swoich matek. Starszy byk pogonił je w głąb starodrzewia. Chmara zbliżała się w jego kierunku.
Wybrał szmalkę - która po strzale  ''niby''  zgasła w ogniu . Pozostałe łanie pognały w pola .


Na odgłos strzału z lasu wyskoczył wcześniej wspomniany byk . Dobiegł do miejsca zestrzału i wieńcem  uderzył trafioną  łanie. Ta wstała i mało energicznie ale ruszyła do lasu -  byk jakby ją popychając podążył za nią.


Dnia następnego już o ósmej jesteśmy na miejscu  - myśliwy już wydeptał miejsce strzału jest farba. Ruszamy farba urywa się dokładnie na ścianie lasu . Gustaw prowadzi pewnie -  dochodzimy po jakiś 600 m do kolejnej uprawy i znowu farba .


I tu po około godzinie pracy mamy obwieszoną całą uprawę wstążeczkami tam gdzie ostatnia kropelka . Sprawia to wszystko wrażenie że szuka łoża ale nie odnajdujemy ani razu oznak że zaległa . Słońce zaczyna rozpuszczać oszronione gałązki sosen i po chwili jesteśmy przemoczeni do suchej nitki. W końcu jest odbicie na wysoki las .


Las jest rzadki widoczność między drzewami na 100 m . Słyszę za sobą Adam stójcie  - stop . Między drzewami strzelec dostrzega leżącego byka a opodal łania . Widok niesamowity robię ostrożnie parę kroków w bok  by dobrze mieć łanię Gustaw nie rozumie co czynię czemu ciągnę go gdzieś w bok i zdejmuje z tropu. W sukurs przychodzi strzelec przejmuje otok .


Przykładam sztucer do oka odległość za wielka ponad 100m .Ceniony doktor point no nie - nie nadaje się do strzału na tę odległość ,kropka to cała łania. Strzelaj - szepczę do kolegi - masz lunetę.


I się zaczęło a to papier toaletowy a to rąbek koszuli  - luneta zalana w młodniku . Mało tego jakieś z demobilu niby super białoruski wynalazek zaparował od środka. Kombinujemy jak konie pod górkę. Kilka kroków trzeba jeszcze się zbliżyć by z mego sztucera precyzyjne strzelić.


Nazbyt wiele dobra było - byk się zrywa i umyka łania w drugą - przeciwną do jego kierunku ucieczki. Ucieczka łani jest ospała a tu bez mojej komendy kolega odpina Gustawa i puszcz go w gon . Szczęście że Gucio wybiera łanie bo  po 200 m oszczek w miejscu .


No ok jest dobrze stanowi . . Niestety po kilkudziesięciu metrach podchodu  majaczy nam coś w żarnowcach - jest ale gdy staramy się podejść rusza. I to co najgorsze w tym terenie - rusza w bagna .


Bagna są o polowane jak się uda raz w roku pod warunkiem że mrozy po - 20 stopni trzymały ponad tydzień. To kompleks o przekątnej ponad 2 km . Mimo że rok suchy to wejść tam się nie da -  podążamy tylko  groblami za szczekaniem .


Mija kolejna godzina i kolejny scenariusz niezmiennie ten sam . Oszczek w miejscu i to do 15/20 min . Łania rusza i jak zaprogramowana idzie dosłownie w przeciwległy najbardziej oddalony zakątek bagien. Nie ma mowy o odwołaniu Gustawa .


W porze obiadowej dzwoni moja lepsza połowa -  zdaję relacje co jest i błąd . Dobija mnie swoim babskim komentarzem że  - po Gustaw w tym bagnie -  na zmarnowanie puszczony . Bez Gustawa mam nie wracać ;  - no to oczywiste  że nie wrócę.


Jest jedno wyjście wiele lat wcześniej gdy nie uchwalono że bagna to matecznik była tam stara nie używana ambona w samy środku Może z niej przy kolejnym gonie uda się tę łanie pozyskać. Szczyt głupoty bez tragicznych skutków  - a jedynie z sińcem pod okiem kolega - wychodzi z opresji z walącego się urządzenia.


Gustaw kolejny raz wraca niezmiennie drąc pyska No to może na strzały  w górę zareaguje . Walimy w górę a gdzieżby tam jeszcze intensywniej szczeka i dalej. Ale strzały porozpierawszy powodują odbicie łani w kierunku suchego lądu .


Nasłuchujemy jest nie wiem które z kolei stanowienie i  co parę minut dzwoni żona; koniec wyłączam telefon. Trwa to wyjątkowo długo obchodzimy bagna - groblą nad nowo zmeliorowanym rowem głębokości ponad 2 m .

cache_2468413055jpg

Po ponad 2 km marszu już ze 100 m dostrzegamy  łanię stojąca w rowie . Łania próbuje się wydostać raz na jedna raz na druga stronę rowu . Gustaw gdy próbę podejmuje  - przeskakuje przez rów odbijając się łapami od jej grzbietu i już jest z tej strony gdzie chce wyjść i tak wielokrotnie na zmianę.


Jest idealna pozycja strzał i łania już pływa a Gustaw na nią. Wyłowić Gustawa nie było problemu . Ale podjąć ją z tego rowu i terenu to opowieść na kolejne kilka szpalt Gdyby nie komandosi piwni spod sklepu to łania nie do podjęcia.


A i dopowiem  ; trąbi samochód  gdzieś opodal bagien coś mnie tknęło włączam komórkę. A tam całe meni nieodebranych połączeń od żony . We wcześniejszych rozmowach powiedziałem gdzie jestem a że żona z rodu od wielu pokoleń myśliwych , znała teren. Przyjechała ratować Gustawa .


A i lepiej  przynajmniej tu nie wspominać co się działo po mojej mało poważnej odpowiedzi - '' Przecież Nic Się Nie Stało'' - takie zdanie  działa jak czerwona płachta na byka.  ''Łania miała postrzał na kęgosłup - obcierka '' .



prev next

Aha już go szarpie

Komercja i w pierwszym pędzeniu postrzał dzika. Praca zapowiada się prosta jeszcze na lesie strzelec widzi, że dzik ma patrochy na licu. Ruszamy na miejscu strzału niewielka farba a następnie, co kilka metrów na jeżynach odkrywamy odrobiny treści żołądka.


Tydzień temu w środku lasu - to prawda, że z niezamkniętego jeepa ukradziono nam plecak a w nim GPS. Już na wstępie przyjąłem, że Gustawa w gon nie puszczę. Po gdzieś około 1500 m pracy Gustaw podnosi kufę i zaczyna szczekać.


Scenariusz - istna dżungla jeżynowa. Takie tunele nic nie widzę przytraczam Gucia do brzozy. Staram się coś dojrzeć .Jedynie góra jeżyn się porusza. Pozostawiam szczekającego Gucia i obchodzę tą kępę. Kładę się i widzę w tunelu  kilka dzików  - a w zasadzie ich biegi. Mam kilka razy w celowniku kropkę na wysokości mostka. No nie to nie ja tu poluję na zdrowe sztuki jestem ‘’sanitariuszem’’ chodź palec swędzi.


Pisząc to nawet dziś trudno mi określić ile to trwało. Po dłuższej chwili widzę, że jeżyny poruszyły się i znów następuje bezruch przy tym jedynie chrumkanie jak w gospodarskiej chlewni. Istna kakofonia bo Gustaw zajadle drze pycho la. Wracam do Gucia staram się go wyciszyć. Zastanawiam się, co robić jak tego postrzałka z tej watahy i jeżyn wyłowić.   Obchodzimy już razem tę kępę a to takie 100x 100 m jeżyn i stwierdzam, że wataha cichcem niepostrzeżenie się wyniosła.


Gucio podejmuje trop uchodzących dzików. Jednak na ich błotnistym śladzie nie odnajdujemy jakichkolwiek oznak by z tą ‘’watażkom’’ uszedł nasz postrzałek. Wracamy do kępy i przyznam, że ogarnęła mnie bezradność. Cały czas mam odium strachu jak puszczę Gucia w kępę a ten wywinie za postrzałkiem / a już go znam/ nie odpuści i do jutra - jak go potem znaleźć.


Siadam na pniaku Gustaw ciągnie do kępy szczeka i coś mamrocze. Gotów jestem sam się tam wczołgać. Pomoc przychodzi niespodziewanie na szczekanie Gucia zostali wysłani dwaj z naganki. Jeden z nich podejmuje desperacka próbę wpełznięcia w te tunele mimo ze protestuję .

dzik-jest-dziki-dzik-nie-jest-zly-ale-rozwscieczony-podobno-grozniejszy-od-niejpg

Po 10 min przekleństw wydobywających się z wnętrza jeżyn.
Słyszymy - panie jest tu dzik - żyje - nie. Drugi rusza mu na pomoc. Operacja wyrwania go z tej plątaniny trwała koło godziny. Okazuje się być to około 150 kg odyńcem o medalowym orężu .


Wraz z dzikiem podwoda podwozi nas na rozległą łąkę gdzie ustawiło się czoło polujących myśliwych . To był spektakl przy otwartej kurtynie. Na łąkę wywala wpierw wataha dzików. Ogień ciągły ‘‘karabiny biją długimi seriami ‘’ a one żytem jeszcze do tej prześmiewczej wypowiedzi brakuje ‘’ śnieg po pas’’.


Ewidentne pudła - było za dobrze. Odprowadzamy watahę wzrokiem w pola na 400 m żadnych oznak postrzałka, ale i tak sprawdzaliśmy. Po chwili na tej samej łące łania zostaje mimo intensywnego ostrzału cielak uchodzi.


Ale na moje oko cielak jakby coś tam jednak. Po ponad kilometrowej upartej pracy nic. Czyżby sprawdzała się zasada pokaż mi farbę pokarzę ci mięso. A farby nie stwierdziliśmy.


Na zakończenie dnia kolejna przygoda z ‘’ mchu i paproci’’. Idący jak rakieta wycinek wali w siatkę ogrodzenia 250 x 50 m śródleśnego wygrodzenia przerywa ją i tam przyjmuje kulę znika .Ambitne i nad wyraz wytrwałe poszukiwania naganki bez rezultatu.


Pozostajemy sami na placu boju obchodzę dwu krotnie ogrodzenie nie ma mowy by się z tej pułapki wydostał siatka szczelna. Tylko jedna dziura i to przez niego zrobiona .


Gustaw do środka obstawiam dziurę  jeśli ruszy  w jakiś szaleńczy gon za postrzałkiem ,przechwycę łobuz a dzikowi poślę kulę . Po niespełna paru minutach krótki szczek i słyszę - aha już go szarpie - praca żadna, ale miejsce i okoliczności dość niezwykłe.


 

Kolejne polowanie komercyjne ,


Już się mocno zastanawiałem nad konsekwencjami obsługiwania kolejnych polowań komercyjnych. Prace to niby żadne najczęściej nabijające licznik skutecznych dojść.Bo jak wczoraj cztery razy góra 600 m do dwóch godzin po postrzale, bez fajerwerków.

 

A dzisiaj jak na dyplom - ruszamy za wczorajszym wycinkiem. Przeciągnął nas chyba po najgorszym terenie, co w tym łowisku mogło nas czekać. Gustaw dostał tyle zadań wypracowania zawijasów tropów powrotnych do zgasłego dzika na 3480 m, że można obdzielić kilka dyplomów. Już sporo po drugim śniadaniu wracamy do polujących.

cache_2415354053jpg

A tam z jednej zwyżki strzelano do trzech sztuk. Dwa dziki i byk w odstępie 10 metra dostają postrzał. Jest farba jedna druga trzecia. Wszystko się krzyżuje początek tragiczny. Dziki po 50 i 80 m zostały już wcześniej odnalezione. Działa ekipa zbierająca, ciągnięte sztuki nadeptane na farbione. Próba odszukania farby poza tym pobojowiskiem spełza na niczym. W tym samym kierunku uchodziło kilka jeleni i dzików. Jak wybrnąć z tego ambarasu?

 

No to - zgodnie z naukami przywiezionymi z ojczyzny bawara. Niby to tylko teoria, co mnie tam na opowiadano. To sprawdzimy w praktyce. W tym przypadku sprawa prosta, bo z miotu wychodził po uroczysku, wysokimi trawami.

 

Zbieram z miejsca jego trafienia odrobiny farby jest tego bardzo mało na trawach farba czarna. Z reakcji wierzgnął tylnymi badylami zrobił pałąk, no to gdzie przyjął?. Wszyscy się rozjechali - no to po czarujmy. Na trop skąd przyszedł na odcinku 50m pozostawiam resztki farby zebranej na zestrzale - i po Gucia kilka parsknięć. Ja kocham ten '' zasysany'' dźwięk wciąganego głośno powietrza. Ruszamy na dwa razy. No i jazda po tym przygotowanym przeze mnie tropie staje parska zawraca. Jestem mu posłuszny i ponownie po tym tropie do nie wiadomo, z jakiej sztuki farby.

cache_2468412849JPG

Znowu zawraca robi to kilka razy. Mijamy jedno ciągnięcie drugie ciągnięcie dzików - staje obwąchuje te drogi ciągnięć, ale idzie za zapisem w pamięci nosa czystym bez farby tropie. Po ponad 100 paru metrach poza tym pobojowiskiem jest pierwsza nareszcie farba. Kolejne 250 m zero farby i zaczyna się śśśśśikawica leje na dwie strony. Oczywiście do przewidzenia strzał przez nerki, ale jeszcze ponad 400 m poszedł zanim zgasł.



Moczenia w occie .



Jeszcze zbyt intensywnie Piotr nie bierze z mojej półki. Wczoraj pożegnaliśmy Pana Jana człowieka wielkiego serca. Miłośnika przyrody wielkiego pasjonata polowania. Człowieka oddanego łowiectwu.


Na pogrzebie spotykam kolegę, który to w moim kole polował jakieś 20 lat temu. Od słowa do słowa i o polowaniu. Opowiada, że ledwo zdążył na pogrzeb, bo od świtu z kolejnymi psami poszukiwał dzika, niestety bezskutecznie. Musiałem się pochwalić Guciem, bo jakby inaczej. To on poprosił czybym z swoim psem nie spróbował – ma gości na długi majowy weekend proszonych i dzik miał być tam atrakcją. A w skupach pustki.


Co mi pozostało jedziemy. Na zestrzale duża ilość farby, gdy ją nawilżyłem rozcieram w palcach czuje i widzę drobiny kostek, obok ścinka a w zasadzie jakby kawałeczki skóry z włosem. To że wszystko rozdeptane nawet nie trzeba wspominać. Gustaw na zestrzał na dwa razy ruszamy jest spokojny farba widoczna na odcinku około 100 m.

cache_2468413930jpg

Wysoka borówka ładnie zapisuje trop postrzałka po kolejnych 100 m bez farby pojawia się, ale minimalna i kolejne 150 m dalej  niewielka polanka - to miejsce, gdzie ostatni z trójki poszukujących psów najdalej zaprowadził. Polana bez utrudnień sama borówka – taka dziura w środku drzewostanu o średnicy 50 m.


Wiele czasu pochłoneły  koleje okrążeni tej polany  -  jak nigdy dotąd. Wszędzie są, ale odrobiny farby . Gucio wyraźnie nie potrafił  wypracować odbicia. Widzę, że się coraz bardziej nakręca zaczyna ciągnąć ziaje pyskiem. Przerwa pod drzewo miska z plecaka woda 30 minutowy odpoczynek.


Cofnąłem się 50 m do tyłu i jeszcze raz na tę przeklętą polankę.
Po 10 min krążenia parę metrów od tropu wchodzącego na polankę jest prawie trop powrotny  i teraz już wyraźne odbicie i pojawia się spora farba.


Kolejne 200 m dochodzimy do zgasłego dzika. Jak dla mnie to niestety zbyt luźne biegi, nie zesztywniał. U nas w nocy było 16 stopni w plusie. Nie hołduje jakimś zabiegom moczenia w occie. No cóż może miastowym będzie smakował.



Na wysokości 1, 5 m jest farba,

Zaproszono nas w roli polujących do, koła które ma stan jelenia imponujący. Osobiście uważam, że polowanie na zbiorówkach na ten szlachetny gatunek jest dla mnie nie akceptowalne. To,wyjątkowo jako ''znamienitego goście'' znając moje zapatrywania ustawiano nas na dziczych przesmykach. W pierwszy pędzeniu nieznany mi myśliwy strzelał do byka - my kładziemy w ogniu pięknego odyńca.


W czasie śniadania rozmowy, niby czyste pudło, ale pojawiają się wątpliwości z relacji naganki. Z chmary byczej było dziewięć sztuk za miot do tyłu wyszło osiem. Nie dało mi to spokoju zaproponowałem prowadzącemu, że po kolejnym pędzeniu sprawdzimy to z Gustawem. Zawieziono nas na miejsce strzału  pokazano skąd i gdzie strzelano.


Umówiliśmy się, że po ostatnim pędzeniu '' jakby co '' przyjadą po mnie i Gucia w to samo miejsce, bo nie znalem terenu. Już w dwójkę -  ja - i - Gucio dokonaliśmy szczegółowego przeglądu miejsca potencjalnego trafienia. Po sporej chwili szukania czegoś, co by potwierdzało zeznania naganki zauważyłem na mchu rysę jakby po ciągnącym patyku. Gucio  wyraźnie się denerwował  - to dobry znak bo może to ten  odwiatr śmierci .

cache_2461635433jpg

No to mistrzu do roboty naprowadzony na to miejsce podjął trop, ale zawrócił do tyłu do miejsca potencjalnego zestrzału. W miejscu przeskakiwania chmary przez linię kolejny raz kręci - podnosi kufę i wyraźnie zaczął wywąchiwać jedną z brzózek. Odkrywam na wysokości 1, 5 m jest farba, dość dziwna, czarna.  Kolejne listki do analizy biorę szkło powiększające rozcieram w palcach. Nie mam wątpliwości to treść żołądka.


Zbieramy pakiet zapachowy ruszamy po tropach całej chmary. Po chwili Gustaw się nakręca i zbacza ze śladu znaczonego na mchu ucieczki chmary.


Poznałem go już na tyle -  idziemy w ciemno nos przyspawany farby zero, ale co chwilę jakby kolejna rysa na ściółce. Po 450 m jest pierwsza farba a raczej treść z farbą nie łoże, ale się byk zatrzymał.


I się zaczęło do przodu do tyłu w prawo w lewo i znowu do tyłu posłusznie idę za Gutkiem po prawie 30 min takiego kluczenia, w największym gąszczu Gustaw wjeżdża na zgasłego uwstecznionego dziesiątaka -  naprawdę piękny selekt - dołączamy do polowania.


  Mam ci ja Cycu takiego pomysła.

Pewnie zarażony publicystyką profesora Bobka dotyczącą inwentaryzacji zwierzyny w łowisku jak Ferdynand Kiepski;  mam ci ja Cycu takiego pomysła.


Sezon na byka już  trwa a i koniec urlopu bliski wieczory i poranki mgliste, że końca drabiny nie widać. Postanowiłem wykorzystać Gucia do lokalizacji byczego plemienia u mnie w łowisku. Od tygodnia po porannej kawce jedziemy z Guciem w rejony stałych żerowisk jelenich. Orki pola u mnie w pełni to i łatwo rozszyfrować, co się w nocy gdzie kręciło.


Byki w osobności jeszcze trwają to i po tropie grubą sztukę byczą łatwo zidentyfikować. Pan profesor co prawda nie tylko  na ambonach preferuje inwentaryzację, co wychodzi. To my odwrotnie, co i gdzie a precyzyjniej ,  dokąd schodzi. Gucia na otok i jazda za zidentyfikowanym tropem byka w knieję.


Przyznam, że to zajęcie jest fascynujące. Gucio zaprowadza mnie w miejsca, że nigdy wcześniej bym nie pomyślał, że może być to dzienną ostoją konkretnego byczyły. A i donoszę, że trzy dni sezonu i dwa razy się sprawdziło.


Chodźby wczoraj 18 00 byliśmy już przy  fermie kurzej, która jedną stroną przylega do nadrzecznych krzaków. Krzaki przechodzą w uprawę a dalej wysoki las. Tym rzadkim lasem Gucio doprowadził rano do uprawy i uznałem, że dalej nie idziemy, bo do fermy wysiadywać jajka przez byka to nie obyczajne - zawróciliśmy.


Na przenośnej ambonce zainstalowaliśmy się pod modrzewiem. Po 30 min lornetowania w odległości 400 m przy płotcie coś się poruszyło. Wpatrując się w to miejsce, co widzę - czerwień jelenią z siwą maską leży sobie na suchej trawie dwu dwudziestak .


Ilość  uschniętych -  gałęzi przesłaniających czerep spowodowała stan przed orgazm owy. Po kolejnych 10 min podniósł szanowną pupcię. I z dwu / dwudziestaka okazał się w drugiej klasie po sylwetce i masie pięknym obustronnie koronnym dwunastakiem. Jak przystało na takiego rasowego dżentelmena powycierał jeszcze nasady wieńca o olszynkę i przymaszerował tą uprawą na 100 kroków.

tapeta-ryczacy-jelenjpg

Skręcił w lewo jak Gustaw przyprowadził mnie w to miejsce i spokojnie zatrzymując się pomaszerował  w kierunku stałego swojego  żerowiska .
Patent jak na dziś  jeszcze na czasie do powielenia za  3 tygodnie jak się zacznie rykowisko to się bykowce i tak za słodkim  narządem rodnym rozlezą.



Odgłos wyjącego wilka .

Koło 10 ramo telefon dzwoni ktoś mi nieznany prosząc o pomoc
w odszukani postrzelonego byka. Jestem w pracy umawiam się będę koło 14 jak nie znajdziecie to proszę dzwonić domówimy gdzie .
Nikt nie zadzwonił jest poranek następnego dnia ponownie ten sam myśliwy , bardzo przeprasza ale szukały inne psy i nie znalazły a on jest pewien że trafił.


No ok telefon do pracy i jedziemy szukać  .Wysiadka na skraju rzepaku proszę o pokazanie miejsca zestrzału . Jest farba naprowadzam Gutka tradycyjnie doktoryzuje się . Śladów w błotku między gęstym rzepakiem co niemiara.
Gucio po dłuższej chwili kręcenia się zawracania rusza zdecydowanie.


Jedynie wspomnę te  komentarze do których się trzeba przygotować /gdzie on prowadzi /  - nie tam tu z tyłu za amboną kilkadziesiąt metrów za - gałęzie się łamały.

Idziemy w przeciwnym kierunku jak strzelec wskazywał .
Po niespełna 300 m mamy zgasłego grubego ale dzika .

dzik_eb4fba_bgjpg
Konsternacja przyznam moja  - ale chcielibyście zapewne  widzieć minę strzelca . Wspomnę o kąśliwych uwagach  dwóch towarzyszących  strzelcowi jego kolegów .

Strzelec w samoobronie wykonuje kilka telefonów i okazuje się że wczoraj wieczorem zapisany był ich wspólny znajomy  na tę ambonę  Wpis w książce jest jeden strzał do dzika pudło.

Ale co z bykiem . Oczywiście nikt dzień wcześniej nie szukał zestrzału . Przywiezione psy puszczono luzem tam gdzie strzelcowi łamały się gałęzie a nie gdzie zestrzał z farbom .


Wracamy na rzepak to gdzie zestrzelał do byka  - pokaż kolego strzelcu miejsce .Strzelec plącze się w zeznaniach na zasadzie gdzieś tu. Po prawie godzinie odtwarzania wchodzenia na ambonę . Jeden z towarzysz strzelca trafia na farbę ale jakieś 100 m dalej niż strzelającemu się wydawało .
Strzelano ponoć  o świcie a ja ośmielę się twierdzić że - noc ma swoje prawa.


Po znalezieniu dzika i wyciszeniu Gustaw biegał sobie luzem . Wpadł na miejsce z farbą i pierwszy raz nigdy tego wcześniej nie robił zaczął się wycierać w tym miejscu . Po chwili ruszył wolno ale nie na tyle by go udało się  na otok  troczyć , Biegiem za nim gwizdek a gdzie tam jak przyspawał to po  psie.

Po chwili mojego galopu -  kolejne paczki marlboro wykrztuszam i słyszę gdzieś w oddali jedno drugie chał i cisza. Idę w tym kierunku nawigacja to złoty wynalazek . Co widzę - Gustaw wyskubał już sporą ilość grzywy z  karku byka  i siedzi sobie obok jakby nigdy nic. Gdy mnie zauważył między drzewami biegiem do mnie ze szczekaniem i z powrotem . 
beb533d6dba7b48djpg
Zatrzymałem się i jestem przekonany że tę czynność mógłby wykonywać w nieskończoność tak długo jak bym tam stał . Cieszył się całym sobą gdy podeszłam bliżej to co napiszę wydaje się nieprawdopodobne ; 

Usiadł na pupie i zaczął jodłować. Porównam to do ostatniego kęsa granego na rogu myśliwskim.A może lepszym porównaniem będzie  odgłos wyjącego wilka wzywającego swoich członków rodziny  do upolowanej zdobyczy




Ciotka Marysia w baletkach na nogach .

W telefonie -  Adam mam prośbę to mój dobry kumpel zadzwoni zaraz do ciebie pomożesz – ok. Dzwoni ja jestem kolegą – wiem, co trzeba - masz kolego nawigacje - jeszcze tego nie grali -  wklepane współrzędne  - a niech cię wielka zielona plama lasu, co znaczy technika. Jedziemy jak po sznurku.


Na szerokiej drodze śródleśnej widzę z daleka / polowanie zbiorowe czy co /. Samochodów kilka - senior rodu o ósmej rano strzelał do byka i na tę okoliczność z pomocą zameldował się tu -  wujek  i stryjek, dwóch szwagrów, ciotka, brata syn i trzej synowie z dzieciakami. Ognisko kiełbaski, piwo , gorzała – dwa psy ozdobne z kokardkami , co jeszcze było obok zestrzału – nie zapamiętałem.


Starszy Pan typ obierzy świata polował depcząc wiele kilometrów po duktach leśnych. Na skraju duktu natknął się na trzy byki zgryzające coś na poboczu. Na rzut okiem broń i optyka więcej niż markowa, jednak odległość, na jaką zdecydował się oddać strzał też  -''więcej niż markowa''. Lornetka, którą dysponował model dla kapitanów statków oceanicznych - jak twierdził zapewniała idealne rozpoznanie, co na głowie. Wybrał byka strzelał też z nie byle z  jakiego pastorału – pewnie sprawię sobie taki.Opisuję bo oczekiwał mnie w - pełnym rynsztunku -  co niebywale  kontrastowało z piknikiem - kocyki stoliki  - komplet taborecików .

WP_20180106_12_18_38_Pro1jpg

Na zestrzale czysto, strzelec widział w lunecie reakcje typową dla strzału przez nerki. Gucio szukaj – wcześniej prosząc by się familia oddaliła zostałem sam. Po 10 minutach krążenia na zestrzale odnajduję 10 m dalej u podnóża świerczka jakby błonę z niewielka ilością farby. No to pora na otok i powoli ruszamy. Komenda nos i już po 130 m dalej  - Gustaw furczy, jest farba w formie jakby kawałków wątroby. Jeszcze 200 m i odkrywam na wysokości metra na patyku, tym razem nie mam wątpliwości kawałeczki jelit.


Odczekałem kolejne 10 minut  - pierwsze emocje Gucia wytonowane. Teraz już spokojniej pracuje – wyraźnie przyspawał. Po 500 m kontrolować pracę Gucia jest nie możliwe. Wkraczamy w samosiewkę świerkową Gucio przemyka gdzieś spodem ja mam wierzchołki samosiewu ponad brodą  ledwie stopę gdzieś tam upycham dołem.


Po ponad 100 m  w tym samosiewie słyszę , że Gustaw coś  szamocze  widzę na metr od siebie ruszają się świerczki jeszcze krok. A tam  pierze sypie się z karku byka.


To, co zapamiętam do końca życia z tego poszukiwania. To jak wyglądali ''pożal się Boże '' -  po wypatroszeniu i podjęciu tego byka z tego podmokłego błotnistego  samosiewu, -  szwagier, brata wujka syn, ciotki brata wnuczka, trzej synowie i ciotka Marysia w baletkach na nogach.Starszy Pan przeją tylko kierownictwo  nad patroszeniem i ewakuacją byka .  Tak to wygląda, gdy prosto z kościoła w garniakach w knieję się rusza.



Co kraj to obyczaj .


Wściekająca się komórka na parapecie .Spoglądam na wyświetlacz kolega Edziu - mają w kole dewizowców na dwu dniowej zbiorówce.  Odbieram –słyszę -  hej a może by tak klinika a w tle muzyka - przystawia komórę Edziu do głośnika . A tam - Whisky moja żono - Dżemu  .


Dobra nawijaj co jest – akurat kostki lodu rozbijam – podjedz mam romans .
Ok romansuj – no chyba że jakaś wataha jędrnych loszek cię nawiedziła, to podjadę .Oj loszek a chmara byków cię nie zainteresuje – o nie Edziu jestem hetero. Do sprawy - Francuz strzelał do byka czy jutro rano mogę na ciebie liczyć Edziu żaby z nieba lecą jak będzie tak lało to nie obiecuję.


W odpowiedzi - dobra znam cię 9 00 na krzywej przy kamieniu – będziesz ,będę. Jasno - nie ciemna noc - wykąpany ogolony - niezmiennie mnie to dochodzenie postrzałków  kręci.


Jakieś miłosne komentarze pod kołdrowe żony – i gdzie ty jedziesz leje zimno mroczno . Do kojca po Gucia – na widok mojego ubioru a raczej na powonienie jego radość pieczętuje decyzję jedziemy. Dzwonię do Edzia tak tak zaraz podjadą tam do ciebie - ja prowadzę polowanie. O niech cię są - kierowca przywozi żabojada . A tyyyn to dopiero europejczyk tylko frans ani szprechać ani anglista - no jest nić porozumienia ruuusisz.

cache_2473133677-037jpg

Żabojad zrezygnował z dzisiejsze polowaczki nio nio- takie pośiecenie???.
Na zestrzał Gucio szukaj . Hubert zafundował strzelcowi siedem byków . Szły ostro naciskane przez psy , strzelał na 5 m do frunących mu nad głową sztuk. A to co usłyszałem raczej w idisz nisz rusisz rozbawiło mnie . Pewnie źle zrozumiałem ale przytoczę .

cache_2452707843-037jpg

Byk ponoć w powietrzu wywinął salto . Wylądował na cztery '' łapy  ''jak kot obieg go wkoło na 3 m a następnie porykując śladem całej chmary uszedł w siną dal. Ruszamy są odrobiny farby . Po niespełna 350 m chmara skręca w coś co przypomina zastoinę śródleśna . Niecka terenowa brodzimy w wodzie – nasza specjalność bagno / łazy.


Na dodatek pewnie rok temu spory opad śniegu połamał drągowinę teraz tworzy to - bieg przez płotki . Trop siedmiu byków jest wyraźny szły jak tarany.
Po kolejnych  200 m Gustaw skręca z tej alei ucieczkowej prawie do tyłu .


Kolejne 250 m i papa mi się cieszy - Gucio wiedział co jest grane  - mamy pierwszą wyraźna farbę . Nocny opad sprawił że dla oka wydawało się że już byk leje farbom . Gustaw zaczyna w prawo w lewo wraca farba teraz już jest wszędzie w promieniu 50 m .


Ale gdzie byk ?.
Trwa to 20 min rusza / staje wpierw raz niepewnie szczek i za chwilę ujada ciągnie jak wściekły  - jest.
Napiszę tylko tyle -  warto było szukać .
To co po odnalezieniu  ''nul komend ''–  co kraj to obyczaj  - albo wszystkie żabojady to homo - nie wiadomo , nawet Gucia mi molestował .



Działania godne pochwały i naśladowania.


Praca nasza była wręcz wymuszona jednoznacznym zarządzeniem które wydał zarząd koła po sąsiedzku gdzie plan jeleni jest imponujący . W skróconej formie brzmiał . Każdy strzał do jelenia pod groźba zawieszenia w prawach odstrzału tego gatunku ma być sprawdzany przez posokowca. Przyznacie decyzja wręcz niewiarygodna. Jednak nie ma skutku bez przyczyny .


A przyczyną były wpisy w książce wychodzących do łowiska kilkunastu byczych pudeł. Co  potwierdziły kruki jako substytut posoczych dokonań. Strzelano wieczorem rano prace podjęły dwa miksy po 100 m poszły za sarnami i tyle. Przywieziono rasowego posokowca piękny pies eksterier owo pięcioletni rodowodowy w rekach myśliwego .


Ubolewam nawet ja , mieszka w mieście i z relacji tegoż myśliwego winę za jego stan umysłu ponosi jego pańcia . Która traktuje go jako kolejny substytut męża , śpi z nią pod kołderką , Tylko tyle w temacie buszowania raczej nie po kniei.


Wymieniony posok miał jednak coś z natury rasy i dzielnie poprowadził prawie kilometr. Zaniechał dalszej akcji. Przyszła pora na nasz duet .

cache_2468412870jpg

Na zestrzale farba i to spora mięśniowa .Wiem że dla wielu myśliwych to proste jest farba ruszamy. My dokonaliśmy pracy która już na samym początku mimo naprawdę sporej farby postawiła pod znakiem zapytania sens poszukiwania. Strzelec polował z podchodu w środku lasu.  Byki pomrukują cały dzień a koncertują na godzinę przed zmrokiem. Znajduję bogatą ścinkę dokładna analiza rodzaju ścinki pod kątem koloru długości rodzaju włosa , grzebaniu w pamięci skąd . Stawiam diagnozę  - ścinka jest z pod byczego brzucha . Ruszamy poprawność pracy przytaczanego tu posoka sprawdza się do samego końca jednego kilometra.


Sam początek Gucia z racji zadeptywania wszystkiego co się dało mało pokazowa praca bo  nerwowa .  Po kilometrze spokojnie solidne spawanie  .Gucio pokazuje miejsca z farbą . Farby jest coraz mniej i gdyby nie Gucio nie do odnalezienia.
Po około dwu kilometrach i Gucio farby nie pokazuje. Dochodzimy do bardzo rozległego  kąpieliska dziczego . Miejsce to okazuje się być doskonałą tablicą do odczytania tropów ściganego.


Ruszamy po kolejnym kilometrze byk zawraca kieruje się z powrotem w rewir gdzie był strzelany. Zastanawia mnie nie szuka miejsca odosobnienia to już prawie czwarty kilometr i cały czas po wysokim lesie . Po paru minutach słyszymy na granicy słyszalności szczek psów .


Gucio prowadzi w ich kierunku jednak w miarę zbliżania się i mój tropiciel podnosi pysk i nasłuchuje oszczeku . Doprowadza do leśnej drogi i skręca w odwrotnym kierunku gdzie w odległości nie dalej jak sto metrów brzmi miarowy oszczek. Krótka narada ze strzelcem iść za tropiącym Guciem czy podchodzić byka który jest stanowiony przez obce psy . 


Bez sensu wydaje się dalsza praca jak mamy go na gorąco . Zdejmuję Gucia z tropu - krótka narada , podchodzimy . Po kilkudziesięciu metrach odciągnięty z tropu nie mylić odprowadzony Gucio nakręca się na odgłos innych psów .  Myśli kłębian się i ten  ''podpowiadacz'' szepcze mi w głowie puść Gucia do stanowienia. Rozwaga mówi nie Gucio jest za ostry byk jest stanowiony w miejscu może go Gucio ruszyć i robota na nic .


Umawiamy się  - ruszasz do psów za piętnaście minut .  Obejdę kołem i stanę na krzyżówce jakby co będę gotowy do strzału łaski. Trwało to ponad trzydzieści minut czekania , strzał .  No to jest ładna gałązka świerka urwana, psy zamilkły . Dzwoni telefon no chwal się , piękny byk uprzedzam, w odpowiedzi , ech tam nie uwierzysz strzeliłem dzika.


Trzymały pojedynka psy które rano poszły za sarnami wcześniej sprowadzone do poszukiwania byka. Zaczyna się zmrok a proza dokonań łowieckich przed nami patroszenie wyciąganie. Gdzieś opodal grzmi byk kolejny i kolejny . Gdy już w bagażniku zdobycz kolejny telefon do strzelca .


Trochę gorączkowej rozmowy telefonicznej odkłada telefon widzę że zniesmaczony co jest. Pogratulował mi co prawda dzika ale sekretarz koła dzwonił z powiadomieniem . Odstrzały na byka zarząd koła wstrzymał do soboty . Wszyscy selekcjonerzy ponownie na strzelnicę , do przystrzelania broni i dodatkowego szkolenia .


Przyznam że kolejny krok zarządu tegoż koła po obowiązkowym poszukiwaniu z posokowcem i kolejne przystrzelanie ze szkoleniem to działania godne pochwały i naśladowania.



Do którego strzelał.


Polowanie zbiorowe cały tydzień wiało i popadywało. Wieczorem zmiana pogody słoneczko żegna dzień. Poranek wita przymrozkiem by za chwilę powiało delikatnym podzwrotnikowym wiaterkiem. Drugie pędzenie mamy stanowisko na czole - miot długi mogą być jelenie.


Gustaw wierci się, co trochę wstaje i bacznie wpatruje się w głąb wysokiego lasu. Tuż po trąbce widzimy rudą kitę na 80 m przemykająca na flankę, za chwilkę rudel zamierza czmychnąć obok naszego stanowiska. Gustaw zoczył je - spogląda na mnie badawczo, cicho popiskuje. Sarny wychodzą na 30 kroków i jedynie delirka mięśni Gucia, spokojnie odprowadza je wzrokiem.


Na lewej flance pojedynczy strzał gdzieś przed nami szczek psa i zaraz na prawej flance kanonada kolejno po linii 5/6 strzałów. Jest i głos naganki dziki na lewo. Gdy widzimy w oddali prześwitujące kamizelki naganki przed nami jak zjawa - pojawia się byk. Zamierza ujść nam na lewa rękę wolno rusza.


Dosłownie w tym samym momencie okrzyki - jelenie do tyłu. Cała chmara czerwieni jeleniej miga nam waląc prosto na nagankę. Nasz byk odwija na zadzie i ich tropem. Po dłuższej chwili pojedynczy strzał na tyle. Trąbka koniec pędzenia. Koledzy rozemocjonowani dwa dziki na rozkładzie. Jako ostatni dołącza kolega będący, jako jedyny na tyle?


To jemu Hubert wyprowadził starego ósmaka . Zdaje relację pełen wrażeń i przypadłości, jaka mu się zdarzyła. Za plecami miał szczere pola. Byk wyjechał mu na łąkę wyprowadził go na pole i jak opowiada strzelał go poza miot na polu. Byk zaznaczył i pełnym gazem zaczął uchodzić.Dobiegł do pierwszej fałdy terenowej wyhamował i tuż za nią zaległ.


Wedle relacji strzelca by wyjść na pole musiał obejść na mostek by się przeprawić przez rzeczkę. Gdy postawił pierwsze kroki na polu widzi, że jego byk oddala się w pełnym biegu i jest już na ponad 300m. Udając się po drugiej stronie drogi asfaltowej do stawu, od lat nieczynnego, zarośniętego czcionnikiem.

016jpg

Poproszono oczywiście nas by po polowaniu sprawdzić - jedziemy ze strzelcem w miejsce gdzie go ostatni raz widział. Miejsce jest charakterystyczne, bo to słup wysokiego napięcia. Odnajdujemy trop prowadzi do stawu. Gucio na otoku dzielnie poprzedza naszą marszrutę. My sprawdzamy, co na tropie jakieś oznaki farba . Na odcinku orki i czystego pola nic. Dochodzimy do obrzeża stawu. Chwilkę poczekamy jakby, co idź na groblę komenderuję.


Z lewej oczyszczalnia z prawej wioska albo ruszy na ciebie albo wróci na nas. Widzę strzelca na grobli ruszamy. Jesteśmy w połowie stawu trzask czcionnika i ponad nim białe wyświecone korony mocnego byka ciągną na strzelca - stajemy czekamy. Byk zbliża się do grobli widzimy jego sylwetkę i złożonego strzelca. Wychodzi na groble staje strzału nie ma. Za groblą znika nam z pola widzenia. Idziemy dalej Gucio wyprowadza mnie jego tropem na groblę.


Czeka już strzelec i słyszymy - to mocny czternastak obustronnie koronny ja do niego nie strzelałem, ten byk jest zdrowy. Możemy jedynie potwierdzić tego byka czternastak widzieliśmy na czole.·Wsiadamy do jeepa strzelec doświadczony wytrawny łowca komentuje to jakieś niepojęte cuda, wracamy na ogniskową biesiadę.


Przychodzi mi jednak na myśl sprawdźmy zestrzał. Słyszę w odpowiedzi, co sądzisz, że mam omamy i ewidentnie spudłowałem. Zawracam mimo protestu, że to bez sensu a zmrok niebawem. Na zestrzał tradycyjnie puszczam Gucia szukaj. I już Gustaw drapie ziemię intensywnie wąchając. Na otok - jednak cuda są!!!. farba jak z konewki.


Ruszamy po 200 m za pierwszym garbem terenowym leży byk bardzo stary ósmak - bo cudów nie ma.Z odtworzenia i rozmowy ze strzelcem wnioskujemy.Gdy strzelec obchodził kępę drzew by przejść przez mostek byk, którego dochodziliśmy na stawie wywalił gdzieś bokiem. Widząc go w polach już na ponad 300 m wziął go za tego, do którego strzelał.


Taka sobie lekcja poglądowa .


Dzisiejsze polowanie wigilijne - wysiadkowe.Jest dobrze kolano trzy dni temu za postrzałkiem dzika skręcone i sakramentalnie boli, ale podjedziemy pod wylosowaną zwyżkę i jakoś to będzie.
Jak za PRL trzynasta wybiła pora na opłatek i do monopolowego?.

 

Jest robota postrzelone ciele. Coś tam przebąkuje prowadzący bym dał Gustawa koledze. A kolega o dochodzeniu postrzałków wie zero. Ruszam swoje dupsko jest farba po 400 m łoże a za - łożem ani kropelki. Ponoć gończy go ścigał gdzieś tam go słyszano, ale zaraz wrócił.

 

No tak z łoża podniesiony to dreptania, że ho ho i jeszcze trochę. Jest 14- 30 ruszamy i zaraz wracamy. Nie da się za bardzo boli kolano - do jeepa. Opatrunek bandaż elastyczny - dwie opaski uciskowe.

 

No i są kwiatki postrzał jest gorący - Gustaw napiera po tropie  . Paręset metrów dalej gdzie przechwycono gończego znajdujemy coś, czego do tej pory nigdy nie odkrywaliśmy u jeleniowatych. Linfa  z farbą kawałeczki łoju tkanka mięśniowa ze słoninkom.  

DSC02924jpg

Robi się ciemno dość na dziś przynajmniej trzy kilometry za nami - zaznaczamy miejsce. Pora do ogniska po kilkuset metrach oblewają mnie poty tak boli. Puściła mnie adrenalina i do jeepa nie dojdę. Gustaw zdegustowany decyzją - koniec na dziś?. Dziwnie spogląda mi w oczy. Na leśnej drodze warkot samochodu - jedzie maluch choinki na dachu.


Zatrzymuję - zanim poprosiłem czy by nas nie podwiózł. Słyszę - panie leśniczy - ja na bezrobociu a święta idą jakże to bez choinki. Dobra odpowiadam - masz pan darowane, ale podwieziesz mnie pan - tam a tam.


Przy jeepie podziękowałem a i w nagrodę za podwózkę dostał ''złodziej choinki '' dwa browary i wytyczne. Wracaj, ale ''kamienną drogą '' przy ''czarnej'' cała zgraja leśników opłatkiem się dzieli. A ja nie leśniczy tylko myśliwy. Usłyszałem - a co za różnica i to i to zielone - niby tak.

 

Następnego dnia poranek - w nogawkę kolano się mieści. Kolejny raz się sam okłamuje by usprawiedliwić swoje postępki mimo L4 – ogłaszam żonie. To ostatnia praca w tym roku. O siódmej krótka odprawa rodzinna jakieś teksty, że oszalałem z tymi postrzałkami – przykazania. Ani mi się waż jechać do lasu. Siedzieć przy kominku. Jakieś żele maści wcierać, co godzinę.

 

Oczywiście nie oszalałem. No i małżonka wyjechała do pracy. To ja spakowany Gustaw - gotowy. O dziewiątej zaczynamy. Po kolejnych 100 m Gucio wprowadza na taką nadrzeczne dziką plantacje. Plantacja; to samosiewki brzozy gdzie umyślni specjaliści robią z nich miotły. Po ich wycięciu jest taki naturalny grzebień. Co od spodu, gdy zwierz idzie wszystko wyczesze?

 

Na tym odcinku zbieram pewnie około dziesięciu deko i tym razem nie mam wątpliwości to słoninka, jak kto woli łój dzika. Do jasnej niepokalanej, za czym ja idę. Farba kapiąca dawno się skończyła teraz tylko mazanie. No, co będę pisał ''wszyscy wiedzą ''gdzie skręca - w nasze sławetne bagna. Skakanie z kępki na kępkę nie wchodzi w rachubę rezygnuje.


Dzwonimy do wczorajszego strzelca. Rozmowa jest w stylu  ''wa- bank''. A co byś powiedział kolego jak byś miał dzika na rozkładzie a nie ciele. Mataczenie - nie odpuszczam. I już wiem strzelał do cielaka, ale i do dzika. No to, po co kręcisz, że tylko do cielaka.


Odpowiedz rozbrajająca, ale szczera. Bo gdybym się przyznał - do dwóch pudeł to królem pudlarzy byłbym na sto procent. A wiesz, że co trochę mi się to przytrafia. A i koledzy nie są tak subtelni jak ty i drą łacha na całego. By podkreślić swą subtelność kończymy rozmowę moją inteligencką puentą – ‘’ wstyd to kraść i z d….. spaść’’. Coś wiemy więcej i do bólu szczerze.

 

Niezmiennie - boli kolano., Dobra Gustaw sprawdzimy za kanałem jak odbił w topielisko to my mu możemy. A jak skręcił w żarnowce to, chociaż te 300 m sprawdzimy. Ruszamy za kanałem na jego skarpie odkrywamy coś nowego - ziarna kukurydzy. I pojawia się czarna farba coraz jej więcej.  

indeksjpg

Dzik skręca na wygoloną  łąkę i z odległości ponad 50 m widzę siedzi na samym jej środku. Staje i rozważam żyje czy ‘‘ śpi ‘‘ czy tyko sobie tak przycupnął. Gustaw nadal nos przyspawany ciągnie w jego kierunku. Do dzika kolejnej kuli nigdy nie żałowałem. Gustaw przywiązany idę przygotowany do strzału. Z paru ‘’ kuśtyk kroków’’ jestem już pewien strzału łaski nie będzie. Wlot kuli bardzo nisko na wysokości ostatniego żebra, draśnięty mostek – zgasł.